Jacek Żalek Jacek Żalek
2132
BLOG

Władze spółdzielni złamały prawo,konsekwencje ponosi mieszkaniec

Jacek Żalek Jacek Żalek Gospodarka Obserwuj notkę 11

O nieprawidłowościach w działaniu spółdzielni mieszkaniowych pisałem trzy tygodnie temu w tekście „Spółdzielnie mieszkańców czy prezesów”. Oprócz takich spraw jak wysoki czynsz, ogromne zadłużanie spółdzielni bez wiedzy mieszkańców, czy niestosowanie przez władze spółdzielni systemu przetargowego. Inną sprawą jest fakt, że spółdzielnie przy realizacji wniosków mieszkańców o przeniesienie własności lokali nie stosują się ani do zapisów odpowiedniej ustawy, ani do uchwały Sądu Najwyższego i nie uwzględniają przynależności przy przeniesieniu własności lokali, a także odrzucają wnioski o tworzenie nieruchomości jednobudynkowych.

Wiele osób zgłaszało się do mnie z tymi właśnie zastrzeżeniami. Dlatego w maju 2009 r. skierowałem interpelację do ministra sprawiedliwości, w której wskazałem, że wiele spółdzielni dopuszcza się takich właśnie działań niezgodnych z obowiązującymi normami. Ponadto zarządy spółdzielni, działając w porozumieniu z lokalnymi notariuszami, narzucają podpisywanie niekorzystnych z punktu widzenia mieszkańców aktów notarialnych nieuwzględniających przynależności chociażby takiej jak piwnica. Pytałem resort sprawiedliwości, w jaki sposób spółdzielcy mogą skutecznie egzekwować od spółdzielni mieszkaniowych i notariuszy przestrzeganie prawa w zakresie prawidłowego sporządzania umów przeniesienia własności lokali, zgodnie z przywołanymi wyżej regulacjami.

W odpowiedzi (2 lipca 2009 r.) Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało członkom spółdzielni drogę prawną do zaskarżania uchwał spółdzielni sprzecznych z prawem. Z tej odpowiedzi jasno wynika, że uchwała sprzeczna z prawem jest nieważna od chwili jej podjęcia i każdy, kto ma w tym interes prawny, może wytoczyć powództwo z art. 189 Kpc, tj. żądać ustalenia nieważności uchwały. Powództwo o stwierdzenie nieważności uchwały spółdzielni sprzecznej z prawem wywiedzione na podstawie art. 189 Kpc nie jest ograniczone żadnym terminem.

O tym, że moje zarzuty nie są pustymi oskarżeniami świadczy konkretny przypadek, w sprawie którego obecnie interweniuję. Mieszkaniec staje sam naprzeciwko biurokratycznej machiny i władzom spółdzielczym uzbrojonym w archaiczne przepisy prawa spółdzielczego. W tym starciu okazało się, że nawet dobra wola ministra sprawiedliwości, nie jest w stanie zapobiec absurdom wywoływanym przez wymagające pilnej nowelizacji prawo.

Sekwencja faktów jest prosta. W czerwcu 2006 r. pani Grażyna nabyła własnościowe prawo do lokalu wchodzącego w zasób jednej z białostockich spółdzielni mieszkaniowych. Nieco ponad rok później, złożyła w spółdzielni wniosek o przekształcenie posiadanego przeze nią spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, w odrębną własność lokalu. W październiku 2008 r. zarząd spółdzielni przyjął projekt uchwały określającej własność lokali w nieruchomości, gdzie znajduje się lokal pani Grażyny.

Jak się okazało, projekt nie zawiera w ogóle określenia rodzaju, położenia i powierzchni lokali oraz pomieszczeń przynależnych, w szczególności piwnicy. Pani Grażyna zwróciła uwagę na ten fakt, ponieważ piwnica od samego początku była fizycznie przyporządkowana do lokalu, w który mieszka. Stale z niej korzystała, dlatego wniosła o uwzględnienie tego w przekształceniu prawa własności. Zarząd spółdzielni tego nie uwzględnił. Warto przy tym podkreślić, że pani Grażyna została pisemnie poinformowana o uchwale zarządu spółdzielni, wraz z pouczeniem o sposobie i terminie zaskarżenia uchwały. Przy tym sam tekst uchwały nie został jej doręczony (sic!). Sąd powinien wziąć to pod uwagę.

Co się działo dalej. W lipcu 2010 r. pani Grażyna skierowała do Sądu Okręgowego w Białymstoku pozew przeciwko spółdzielni. Pozew został oddalony. W ocenie Sądu uchwała spółdzielni nie została zaskarżona w ustawowym terminie, wynikającym z art. 43 ust. 5 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych tj. w terminie 30 dni od dnia jej doręczenia. Po tym terminie zdaniem sądu wygasło uprawnienie do zaskarżenia uchwały zarządu spółdzielni. Oczywiście poszkodowana skorzystała z prawa odwołania. Sąd Apelacyjny w Białymstoku stwierdził, że uchwała nie odpowiada obowiązującemu prawu. Ale pozew powinien zostać oddalony, ponieważ uchwała nie została zaskarżona w ustawowym terminie, wynikającym z art. 43 ust. 5 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (sic!).

Jak widać sprawa pani Grażyny ciągnie się od 5 lat. Efekt? Od wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku nie przysługuje skarga kasacyjna. Z orzeczeń sądowych wynika, że chociaż uchwała jest nieważna, to nie ma obecnie możliwości jej podważenia. Oznacza to dalsze brnięcie w absurd, bo okazuje się, że nie zaskarżenie w ciągu 30 dni nieważnej w mocy prawa uchwały, powoduje, że staje się ona ważna. I chociaż trudno to pojąć, to sąd zastosował przepisy w oczywisty sposób naruszające podstawowe prawa gwarantowane konstytucją.

Gdzie wobec tego leży źródło tego absurdu? Z jednej strony pani Grażyna padła ofiarą łamania prawa przez władze spółdzielni. A z drugiej, jest ofiarą złego prawa. Obecna nowelizacja, która właśnie wisi na włosku eliminuje przepisy, które powodują tak kuriozalne sytuacje, jak ten opisany wyżej przypadek. Jednak samo wyeliminowanie z prawa spółdzielczego niekonstytucyjnych zapisów nie rozwiązuje sprawy. Jako politycy odpowiadamy za to, by dać spółdzielcom możliwość wpływania na ich własne interesy. Ostatecznie to zaangażowanie mieszkańców ma decydujący wpływ na stosowanie prawa w spółdzielniach mieszkaniowych.

Jacek Żalek - prawnik, rocznik 1973, żonaty, Wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Zjednoczonej Prawicy, poseł na Sejm RP z województwa podlaskiego. Członek Komisji Ustawodawczej. Pełnomocnik Sejmu RP przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Gospodarka