Jacek Żalek Jacek Żalek
606
BLOG

Galopujący frank przyprawia Kowalskiego o zawrót głowy

Jacek Żalek Jacek Żalek Gospodarka Obserwuj notkę 10

Jak pomóc ludziom spłacającym kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich? – zastanawiają się politycy i media w całej Europie Środkowej, bo to głównie problem krajów naszego regionu. Czy troska ta jest autentyczna i czy wszystkie motywowane nią pomysły rzeczywiście służą zwykłym ludziom?

Nie ma co ukrywać, problem istnieje, zresztą w innych krajach, np. na Węgrzech, nawet w dużo większej skali, niż w Polsce (gdzie Komisja Nadzoru Finansowego zawczasu ograniczyła możliwość zaciągania kredytów w obcych walutach – motywowana stabilnością systemu finansowego kraju). Waluty z naszego regionu nie są bowiem tak silne, jak frank szwajcarski, euro, czy nawet dolar. W związku z tym oferta banków, by płacić w lepiej dla klienta oprocentowanych walutach, była i wciąż jest dla wielu ludzi atrakcyjna.

Dzisiaj, w dobie pogłębiającego się kryzysu, gdy pod znakiem zapytania staje nawet wiarygodność gospodarki USA, inwestorzy szukają bezpiecznej przystani, i jest nią Szwajcaria. Wydaje się więc bardzo prawdopodobne, że w najbliższych miesiącach, może latach, szwajcarska waluta będzie się wzmacniała, albo też ustabilizuje się na obecnym wysokim poziomie.

Są tacy, którzy uważają, że państwo powinno przejąć część zadłużenia walutowych kredytobiorców, (tak jak to zrobił rząd węgierski), ustalając korytarz kursu franka, albo stały kurs spłaty raty kredytu. Paradoksalnie, takie rozwiązanie najbardziej służy bankom, o ile oczywiście dane państwo na to stać.

Przerzucanie części ryzyka na budżet państwa, a więc nas obywateli, to ulubione zajęcie wielu banków w dobie kryzysu. Banki i tak przecież dostają pieniądze, co z tego, że z innego źródła. A ulga kredytobiorców jest chwilowa – dług nie znika, przekładany jest na później. Za kilka lat kredytobiorcy węgierscy będą płacić i bankowi, i budżetowi państwa.

Czy oznacza to, że państwo na rzecz obywatela nie powinno robić nic? W imię wolnego rynku? Cóż, to źle postawione pytanie. Państwo powinno wyznaczać rynkowi, także finansowemu, warunki brzegowe. Ustala je za pomocą prawa, orzecznictwa, a także dzięki takim instytucjom jak urzędy antymonopolowe czy Komisja Nadzoru Finansowego. Warunki brzegowe są potrzebne, by wolny rynek w ogóle mógł funkcjonować, by podmioty funkcjonujące na nim były równe w prawach i każde z nich mogło korzystać ze swojej wolności.

Dlatego obowiązująca w Polsce rekomendacja KNF daje klientom możliwość bezpośredniej spłaty raty swojego kredytu w walutach. Jednak często banki żądają podpisywania aneksów do umów i pobierają za to wysokie opłaty, nawet w wysokości 500 zł. Dlaczego? Bo w takiej sytuacji, po wprowadzeniu w życie rekomendacji, nie można stosować tzw. spreadów, czyli zarabiać na różnicy między kursem sprzedaży a kursem kupna obcej waluty.

Klient ma jednak prawo wybierać: czy chce, dla obniżenia raty miesięcznej (od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych) sam kupować obcą walutę i wpłacać ją do banku, czy też pozwala bankowi na ściąganie marży związanej z przeliczaniem kursów waluty, godząc się, że czasem spready bywają wysokie (nawet do 40 groszy).

Skoro rekomendacja KNF to za mało, sprawą zajął się Sejm. Projekt autorstwa PO, zezwalający na samodzielne spłacanie kredytu zakupioną przez siebie walutą, został zaakceptowany także przez PSL. Projekty SLD, PiS i PJN w kwestii kredytów walutowych szły jeszcze dalej, ale, przy obecnych kłopotach budżetu, nie miały szans w komisjach. Wiele wskazuje więc na to, że opozycja poprze projekt klubu PO i we wrześniu zostaną uchwalone nowe przepisy.

To powinno ulżyć nieco kredytobiorcom, nie naruszając, a wręcz wzmacniając wolny rynek. Ale oczywiście, zdaję sobie sprawę, że problemu trwale nie rozwiąże. Tu pomogłoby tylko uspokojenie się sytuacji na światowych rynkach i (albo) wzmocnienie się polskiej waluty. To pierwsze nie zależy od nas (dzisiaj chyba najbardziej od tego, jaką drogę radzenia sobie z deficytem wybiorą USA), to drugie zależy od stanu całej naszej gospodarki. Ręczne sterowanie kursami walut mogłoby jej tylko zaszkodzić, i to bardzo szybko.

Jacek Żalek - prawnik, rocznik 1973, żonaty, Wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego Zjednoczonej Prawicy, poseł na Sejm RP z województwa podlaskiego. Członek Komisji Ustawodawczej. Pełnomocnik Sejmu RP przed Trybunałem Konstytucyjnym.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Gospodarka