10 obserwujących
140 notek
107k odsłon
2529 odsłon

Hipoteza pulsującej Ziemi - czy mamy nieograniczone złoża helu, wodoru i metanu?

Jacek Jaworski
Jacek Jaworski
Wykop Skomentuj26

Pulsating Earth - English version



O naszej planecie niby dużo wiemy. Przedstawiony obok rysunek przekroju Ziemi został zaczerpnięty z portalu ziemianaszaplaneta. Są miliony książek i artykułów naukowych na temat powstania Ziemi, jej budowy, warstw geologicznych, wypiętrzania się gór i powstawania oceanów, wulkanizmu itp. A w zasadzie niewiele wiemy. Większość to są przypuszczenia i czyste spekulacje. Nie wiemy nawet co jest na dnie oceanów, nie mówiąc o tym co jest kilka czy kilkanaście kilometrów pod naszymi stopami. Najgłębiej dokopali się Rosjanie na lądzie na Półwyspie Kola i na Morzu Ochockim. Okazało się, że już na kilku kilometrach pod naszymi stopami Ziemia jest trochę inna niż nam podaje oficjalna nauka podparta badaniami sejsmicznymi i wyliczeniami teoretycznymi. I co znaleziono na Półwyspie Kolskim ? Za portalem "Crazy Nauka":


"Dowiercono się aż do skał z archaiku, sprzed 2,5 mld lat. Bardzo się zdziwiono stwierdzając, że na 7 km, gdzie spodziewano się (na podstawie badań sejsmicznych) granicy między granitem a bazaltem nie ma wcale bazaltu, a granit zmienia się pod wpływem temperatury i ciśnienia. Okazało się też, że na tej głębokości mnóstwo jest wody, która penetruje skały. Ta woda nigdy nie wypływa na powierzchnię. Na głębokości niemal 7 kilometrów Rosjanie odkryli mikroskopijne skamieliny 24 różnych gatunków od dawna wymarłych jednokomórkowych organizmów. I jeszcze wodór – błoto wydobywające się z odwiertu było nim wysycone tak, że zachowywało się jak gazowana woda po odkręceniu butelki…"


No właśnie, jak to się stało, że osady sprzed 2,5 mld lat znalazły się na tej głębokości? Chyba zostały przysypane, bo zdaje się, że w tamtej okolicy płyty kontynentalne nie są tak cienkie, że gdy jedna z płyt wsunie się pod drugą , to już na 7 kilometrach można się do niej dokopać. Chyba, że to były dwie płyty oceaniczne, których średnia grubość jest, według Wikipedii ,7 km. Płyty kontynentalne są średnio grube na 40 kilometrów.

Badania głębszych warstw Ziemi polegają głównie na badaniach sejsmicznych. Schematyczny sposób pomiarów przedstawiony jest na poniższym rysunku zaczerpniętym z książki Leszka Baranieckiego i Władysława Skrzypczaka "Geografia Fizyczna (Ogólna i Polski)". 


image


Na podstawie badań określono kolejne warstwy z których składa się Ziemia (rysunek poniżej z tej samej książki).


image


Nie będę się specjalnie rozpisywał o litosferze, skorupie ziemskiej, płaszczu, nieciągłościach Gutenberga czy Mohorovičicia (Moho), astenosferze i innych, bo jest to dobrze opisane w internecie. Wspomnę tylko trochę o jądrze Ziemi. Według współczesnych poglądów składa się głównie z żelaza i niklu z domieszkami pewnych lekkich pierwiastków jak np. krzem.

Według rosyjskiego geologa dr Łarina w jądrze rozpuszczone są olbrzymie ilości wodoru.

Chciałbym się tu zająć skutkami procesów zachodzących we wnętrzu Ziemi na kształtowanie się powierzchni na której żyjemy, czyli głównie skąd się biorą góry i dlaczego kontynenty pasują do siebie jak puzzle.

Obecnie dominuje koncepcja tektoniki płyt, która wyparła hipotezę puchnącej Ziemi. W hipotezie tektoniki płyt chodzi głównie o to, że cienka w porównaniu z rozmiarami Ziemi litosfera unosi się na ciekłej astenosferze jak kożuch na mleku. Wszelkie przepływy materii w płaszczu ziemskim wpływają na ruch płyt.

Koncepcja puchnącej Ziemi mówi, że ekspansja dna oceanicznego powoduje stały wzrost promienia Ziemi. Generalnie nie wiadomo dlaczego nasza planeta miałaby zwiększać swoją objętość. jedna z hipotez mówi, że Ziemia rozszerza się dzięki dodatniemu bilansowi cieplnemu we wnętrzu planety. Inna koncepcja głosi, że ziemskie jądro na początku miało bardzo dużą gęstość i teraz się rozpręża. Inny pomysł mówi, że stała grawitacji maleje i dlatego planeta zwiększa rozmiary.

Jest jeszcze trzecia hipoteza wyjaśniająca formowanie się gór, już dzisiaj zapomniana - kontrakcji. Generalnie chodziło w niej o to, że Ziemia ochładzając się kurczy się i marszczy jak wysychająca pomarańcza lub jabłko.

W 2013 roku Japończycy opublikowali pracę na temat rosnąco - kurczącej się Ziemi. W ogólnym zarysie Ziemia najpierw trochę spuchła, a potem trochę się skurczyła.

Chcę teraz zaprezentować teraz moją teorię łączącą powyższe trzy w jedno, czyli hipotezę pulsującej Ziemi.

Aby wyjaśnić tę koncepcję zacznijmy od formowania się gwiazd. Teorię tworzenia się gwiazd i pierwiastków przedstawię bardzo skrótowo. Na początku był wodór, jak to kiedyś odkrywczo stwierdził Hoimar von Ditfurth, który tworzył obłoki kosmiczne. W wyniku pewnych fluktuacji kosmiczny obłok wodoru zagęszcza się aż do momentu, gdy zaczną zachodzić w nim reakcje termojądrowe, czyli powstanie nowa gwiazda. Wodór będzie "spalał" się do helu, hel do berylu. Z berylu powstanie tlen, z berylu i helu zostanie utworzony węgiel. W kolejne fazie życia gwiazdy węgiel spala się do neonu, tlen do krzemu i tak różne reakcje syntezy prowadzą do stabilnego jądra żelaza, Powstanie jąder żelaza kończy etap syntezy. Paliwo w gwieździe zostało wypalone. Cięższe pierwiastki mogą powstać tylko przez dostarczenie jądrom energii, czyli przez kosmiczny wybuch np. supernowej. W trakcie wybuchu zostaje odrzucona zewnętrzna powłoka gwiazdy unosząc zsyntezowane pierwiastki i kreując nowe - cięższe, a wnętrze zapada się do czarnej dziury lub gwiazdy neutronowej. Tak jest w przypadku masywnych gwiazd. Lżejsze gwiazdy kończą syntezę na na węglu i tlenie i odrzucają zewnętrzną powłokę tworząc mgławicę planetarną, a gwiazda przemienia się w białego karła. Nasz układ słoneczny powstał, krótko mówiąc, z z mgławicy, która znalazła się w zasięgu rażenia supernowej, która wybuchła w okolicy. Wybuch supernowej spowodował zaburzenia gęstości obłoku gazowego, dzięki czemu mogło powstać słońce i planety, a także dostarczył ciężkie pierwiastki do układu. Cięższe pierwiastki zgromadziły się bliżej protosłońca tworząc planety wewnętrzne, lżejsze - odleciały w dalsze rejony nowo formującego się układu słonecznego. Ważnym punktem jest wysoka temperatura w okolicy protosłońca - około 2000 Kelwinów. W dalszych rejonach było chłodniej, np. w rejonie Plutona było to już około 20 Kelwinów. Czyli protoziemia była w obszarze wysokiej temperatury i prawdopodobnie była w fazie płynnej. Dzięki temu mogła zajść segregacja grawitacyjna pierwiastków i ciężkie pierwiastki opadły do centrum Ziemi. Prawdopodobnie w jądrze protoziemi nie znalazło się głównie żelazo czy nikiel, a uran, pluton, neptun i inne ciężkie pierwiastki przechwycone z mgławicy eksplodującej superowej.

Wykop Skomentuj26
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie