Wywiad Komorowskiego dla Katolickiej Agencji Informacyjnej - optymistycznie widzę przyszłość wiary w Polsce (fragmenty).
Po jego przeczytaniu mało mnie szlag nie trafił a ciśnienie na pewno wzrosło mi powyżej wszelkich akceptowalnych wartości.
Ten Pan – Prezydent wszystkich Polaków w swoim wywiadzie i to dla kogo - Katolickiej Agencji Informacyjnej tryska obiektywizmem niczym Palikot i Niesiołowksi i opowiada takie niestworzone głupoty, że aż włosy na głowie stają dęba.
Po pierwsze pojednanie z Rosją za wszelką cenę.
Proces pojednania polsko-rosyjskiego jest chyba trudniejszy od polsko-niemieckiego. Niemcy po wojnie wykazywali silne poczucie winy i w związku z tym byli otwarci na pojednanie. Z Rosją sytuacja jest inna.
– Ale my żyliśmy w państwie totalitarnym, co nie było ułatwieniem. Pojednanie polsko-niemieckie jednak się udało. Warto więc skoncentrować się na eliminowaniu trudności, a nie na ich mnożeniu. W stosunkach z Rosją należy wykonać bardzo dużą pracę. Nie tylko w ramach polskiej i rosyjskiej polityki, ale także na gruncie Kościoła czy raczej relacji obu Kościołów.
Po drugie w kwestiach harmonijnych stosunków między państwem a Kościołem w Polsce, nie dostrzega niebezpieczeństw w radykalizacji lewicy oraz postulatów wprowadzenia radykalnej „świeckości” państwa w wydaniu Palikota i jego ruchu ale „definiuje” zagrożenia ze strony prawicowych i przy tym katolickich fundamentalistów. W pierwszym rzędzie obserwując katastrofalne skutki ich działania.
KAI: W rozmowach w Watykanie podkreślał Pan Prezydent znaczenie harmonijnych stosunków między państwem a Kościołem w Polsce, gdzie nowoczesność łączona jest z tradycyjnymi wartościami.
– Przedstawiłem moją opinię, wynikająca z doświadczenia polskiego społeczeństwa, które zmierza od sytemu totalitarnego do demokratycznego. Jest to doświadczenie ważne i dające szansę na optymistyczne spojrzenie na przyszłość, także przyszłość świata wiary. Sprowadza się do prostej konstatacji, że głęboka modernizacja Polski w stylu zachodnim - także poprzez uczestnictwo w wielkim projekcie cywilizacyjnym, jakim jest Unia Europejska - nie zaszkodziła ani kultywowaniu wiary przodków, ani obecności tu tradycyjnego systemu wartości.
Dziś, po 20 latach wolności, nie chodzi tu do kościoła o wiele mniej ludzi, a wręcz odwrotnie. Nawet więcej wiernych uczestniczy w różnych kościelnym inicjatywach czy przystępuje do sakramentów. Jest to doświadczenie bardzo ważne, które pozwala – mnie przynajmniej – na formułowanie optymistycznej wizji rozwoju Polski.
Można więc nie bać się modernizacji w stylu zachodnim, gdyż nie jest to istotne zagrożenie ani religijności, ani też kultury narodowej. Wręcz odwrotnie, nigdy nie miały się one tak dobrze jak teraz. A stało się tak wbrew niektórym ośrodkom politycznym, które chętnie wywieszają sztandary katolicyzmu. Jest to prawda, stojąca w jaskrawej sprzeczności także z tezami wygłaszanymi przez niektóre osoby w Kościele.
KAI: Jednak w Polsce w ostatnich miesiącach coś gwałtownie się zmieniło. Myślimy z jednej strony o radykalizacji lewicy, a drugiej o takich zjawiskach jak...
– Radykalizująca się prawica...
KAI: Ze strony lewicy czy Janusza Palikota płyną postulaty wprowadzenia radykalnej „świeckości” państwa, zarzuty o zawłaszczenie Polski przez Kościół, itp. Co Pan Prezydent na to? Czy nie jest to poważne zagrożenie dla ładu i harmonii, jaki udało się tu zbudować między Kościołem a państwem?
– Poważne zagrożenie dostrzegam gdzie indziej. W pierwszym rzędzie obserwując katastrofalne skutki działania prawicowych i przy tym katolickich fundamentalistów. O zagrożeniu ze strony fundamentalizmu mówił też Ojciec Święty, bodajże w Wielkiej Brytanii.
Jestem przekonany, że dla Kościoła olbrzymie zagrożenie płynie ze strony radykalizmów i fundamentalizmu różnej maści. Kościół katolicki jest Kościołem powszechnym - musi być otwarty na innych ludzi, na różne poglądy czy kultury. A każda forma wewnętrznego bądź zewnętrznego fundamentalizmu Kościołowi szkodzi. Bardzo szkodzi jego wizerunkowi, szczególnie dla młodego pokolenia. Spycha też Kościół na niewygodne pozycje.
KAI: Czy jest to bardziej niebezpieczne od postulatów Napieralskiego czy obecnej działalności Palikota?
– Nie sądzę, aby Janusz Palikot czy nawet Napieralski byli specjalnym zagrożeniem dla polskiego katolicyzmu. Na taką krytykę Kościół jest uodporniony. Natomiast poważnym zagrożeniem są dlań elementy fundamentalizmu katolickiego. Widać to z badań socjologicznych przeprowadzanych w ostatnim czasie. Nie działalność Palikota i Napieralskiego spowodowała zachwianie zaufania opinii publicznej do Kościoła, lecz ci, którzy chcą się przedstawiać – nieprawdziwie – jako twarz Kościoła, instrumentalnie wykorzystując symbole religijne.
Ale to wszystko to pikuś bo dalej zabiera się za dzielenie rodzin ofiar katastrofy.
Sprawę upamiętnienia wszystkich ofiar zamierzam kontynuować i nie będę przy tym ulegał żadnym naciskom. Coraz wyraźniej widać, kto ma to szczególne prawo do decydowania o tym, jakie winny być formy upamiętnienia ofiar – to są ich rodziny. Pojechali wspólnie na miejsce katastrofy, choć mają różne polityczne sympatie i antypatie. Były tam i rodziny ofiar związanych z PiS. Oni wszyscy są moimi partnerami do konsultacji, ale decyzja (i odpowiedzialność polityczna) w tym zakresie będzie moja. I nikt mnie nie zmusi, żebym zrobił coś pod dyktando wymyślonego przez kogoś scenariusza politycznego.
KAI: A co Pan Prezydent sądzi o pomyśle pomnika wszystkich ofiar na jakimś placu w stolicy, o co słyszymy liczne apele. Czy tym ludziom – tak zasłużonym dla Ojczyzny, ale też reprezentującym różnorodne opcje – nie należy się wspólny pomnik w miejscu ogólnodostępnym?
– Radziłbym najpierw zastanowić się, czy chcą tego same rodziny. Czy rzeczywiście pragnęłyby one, żeby na jednym monumencie widniały obok siebie wszystkie nazwiska? To wcale nie jest takie proste i oczywiste. Tak samo jak niełatwe jest pytanie o to, kto jest winien katastrofy, a więc śmierci tych ludzi. Różne rodziny, tak samo dotknięte tym nieszczęściem, wskazują różnych winowajców.
Uważam więc, że należy zachować w tej kwestii ogromną wrażliwość i delikatność. Do mojej wyobraźni najbardziej przemawia sugestia siostry Małgorzaty Chmielewskiej, która mówiła o upamiętnieniu ofiar poprzez wzniesienie hospicjum, a więc poprzez dzieło, które ma służyć innym ludziom. Bardzo przykre jest to, że wiele dyskusji o pomniku jest w tej chwili próbą stworzenia konfliktu. Mój polityczny adwersarz potraktował krzyż jako substytut pomnika. Substytut! W dodatku, według słów posłanki tej samej formacji krzyż wylądował w magazynie – bo tak określiła pałacową kaplicę! To jest właśnie instrumentalizacja dramatu, żałoby narodowej i ja się w to nie wpiszę.
I dopełnia czary goryczy wypowiadając się z POGARDĄ i LEKCEWAŻENIEM o obrońcach krzyża.
KAI: Czy patrząc na to, co dzieje się przed Pałacem Prezydenckim, nigdy nie naszła Pana myśl, żeby wyjść do zgromadzonych tam ludzi i tak zwyczajnie z nimi porozmawiać? Może to ukoiłoby sytuację?
– A widział pan, jak ci ludzie potraktowali księży, którzy przyszli po krzyż, żeby go przenieść do kościoła św. Anny realizując porozumienie z arcybiskupem Kazimierzem Nyczem w tej sprawie? Rozumiem, że sugeruje pan, bym też tam poszedł i zderzył się z podobną sytuacją.
KAI: Nie. Po prostu pytam, tak po ludzku...
– A ja odpowiadam politycznie. I odpowiadam, że sposób, w jaki potraktowano księży podczas próby przeniesienia krzyża, był dla mnie ogromnym zaskoczeniem, jak i sygnałem, że jest pewien typ ludzi, którym trudno jest cokolwiek wytłumaczyć i na coś się umówić, bo nie ma nawet z kim. Nie wiadomo czy z Frankiem czy z Józkiem, a może jeszcze z kimś innym. Nie wiadomo, kto na księdza napluje albo rzuci 2 złote pod nogi. Nie wiadomo – to jest magma. Rozumiem więc sugestię: prezydent powinien być jak prawdziwy, prawowity chrześcijanin i ciągle nadstawiać policzek do bicia? Oryginalny pomysł.
KAI: Pana wypowiedź o konieczności przeniesienia krzyża, wypowiedź cytowana niekiedy w złej intencji, posłużyła „obrońcom krzyża” i ich sprzymierzeńcom do oskarżeń o sprowokowanie całego konfliktu i profanowanie krzyża. Czy, patrząc z perspektywy czasu, żałuje Pan tamtych słów? One przecież były u początku.
– Absolutnie nie. Cytaty były kłamliwe, a ponadto, jak sam pan zauważył, przekazywane w złej wierze. Bo, przede wszystkim, to samo znalazło się w porozumieniu zawartym z Kościołem! Tego samego sformułowania używali później biskupi mówiąc o potrzebie przeniesienia krzyża w godne miejsce. I co, to też jest zapateryzm!?
Trzeba więc dużo złej woli, złośliwości i nienawiści, żeby moją wypowiedź o konieczności przeniesienia krzyża w godne miejsce w porozumieniu z władzami kościelnymi - próbować interpretować jako naruszenie godności krzyża.
Trzeba by te same zarzuty postawić wszystkim biskupom i księżom, którzy też mówili o potrzebie przeniesienia krzyża.
Dobijając gwóźdź do trumny swej PREZYDENTURY odpowiadając na pytanie - Czy Rzeczpospolita stanęła na wysokości zadania, jeśli chodzi o śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej?
KAI: Czy Rzeczpospolita stanęła na wysokości zadania, jeśli chodzi o śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej?
– Po pierwsze uważam, że Rzeczpospolita stanęła absolutnie na wysokości dramatycznie trudnego zadania jakim było zapewnienie ciągłości władzy i funkcjonowania państwa w warunkach głębokiego kryzysu spowodowanego skutkami tej katastrofy. To jest fakt ewidentny. Nie było kłopotów z przejęciem władzy, z uruchomieniem jej poszczególnych elementów systemowych. Myślę, że możemy być dumni ze sposobu w jaki przeżywaliśmy kolejne pogrzeby i żałobę narodową, w poczuciu wspólnoty.
Oczywiście, jest też pytanie o przyczyny katastrofy i o śledztwo. Czy państwo polskie mogło zachować się inaczej?Pewnie tak, ale takie katastrofy nie zdarzają się co dziesięć lat. To było po raz pierwszy. Przy tego rodzaju sytuacjach nikt nie miał doświadczenia, także w relacjach międzynarodowych. Być może więc państwo polskie mogło zachować się inaczej, ale to nie może prowadzić do zakwestionowania intencji prowadzenia śledztwa czy dochodzenia prawdy. Byłaby to próby sugerowania, że gdzieś były złe intencje w tym zakresie, a to już jest świństwo.
PODPISUJĄC się pod jedynie słuszną linią zaniechań rządowych i prokutatorskich
Poczekajmy na ustalenia prokuratury polskiej i rosyjskiej. Nie można wydawać wyroków przed rozpoznaniem sprawy. Tymczasem dzisiaj, z uwagi na emocje polityczne, choć procedur jeszcze nie zakończono, to – ze strony niektórych środowisk politycznych - wyrok już jest!
Do napisania tej notki skłoniła mnie lektura dzisiejszej notki Maryli
http://blogmedia24.pl/node/40784
Rozmowy KAI u Tezeusza
http://tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=6029
I dotarcie do żródła


Komentarze
Pokaż komentarze (7)