Nie ukrywajmy, miniony tydzień zdominowały kampania wyborcza i mundial. Na temat tego drugiego nie wiem nic ponad to, że odbywa się w RPA – z której centrum miast, w oczekiwaniu na zasobnych
w walutę kibiców, wysiedlono na półpustynne tereny miejscową biedotę. Żeby nie psuła wizerunku
i nie przeszkadzała w sukcesie.
Skupię się zatem na tej drugiej, czyli kampanii (rzeczowniki pochodzenia obcego, zakończone na –ia, jak monarchia, sympatia, kampania, odmieniamy pisząc: -ii, kampania, kampanii – te zasady obowiązują nawet wpisy na stronach posłów, Panie doktorze polonistyki!).
Więc jeśli już mowa o kampanii czerwcowej, jej szlak wyznaczały dotąd Wielkie Odkrycia jednego
z kandydatów, co to wyjście z NATO z premierem uzgadniał, sądy 48 godzinne powoływał, Radę Bezpieczeństwa Narodowego w Wikipedii sprawdzał etc. – słowem, miast do głuszców, gafy strzelał.
Czołowy dziennik napisał był niedawno, że każdy poseł Platformy dostał prikaz dowiezienia
na ubiegłotygodniowy koncert dla powodzian drużyny klakierów Marszałka Pana. Oczywiście, artykuł oprotestowano wzdłuż i wszerz, po czym… „Z Tarnowskich Gór do Warszawy wyruszył autokar zwolenników Bronisława Komorowskiego. Przy okazji zabraliśmy nieco darów dla osób poszkodowanych przez powódź.”
Tyle dr Tomasz Głogowski, poseł ziemi tarnogórskiej. Pomińmy w całej tej historii (znów rzeczownik pochodzenia obcego, więc: -ii) kwestię polityki nakazowo-rozdzielczej, jaką rządzą się wszystkie partie polskie. Warto jednak skupić się na przywołanym fragmencie wypowiedzi, jako symptomatycznym dla całej zaangażowanej twórczości politycznej.
Z tego, co wiadomo, koncert na Agrykoli dedykowany był poszkodowanym. Wskazywał na to tytuł: „Solidarni dla powodzian”. Tymczasem na poselskim blogu czytam, że wybrali się nań… „zwolennicy Bronisława Komorowskiego”. Zwolennicy czy nie-zwolennicy, grunt, że wrażliwi społecznie – niczym Trzej Królowie zabrali ze sobą „nieco darów” „przy okazji”.
No właśnie, i nikt nie dostrzega w owym: „przy okazji” zgrzytu. Tak jak nie widzi się nietaktu w biernym angażowaniu do kampanii wyborczej ludzi, którzy w wyniku powodzi stracili dobytek życia. Albo też absurdu w fakcie transportu podarków ze śląskiego – jednego z bardziej dotkniętych kataklizmem województw – do Warszawy (która zalana prawie nie była). Po co zajmować się detalami? Dary tarnogórskiej Platformy pewnie i tak wróciły na południe jednym z „Błękitnych Tourów”, który z centrali zabrał je także… „przy okazji”.
To się dopiero zowie centralne planowanie, ale czego się nie robi dla sukcesu, zwłaszcza jeśli zadekretowany jest odgórnie? Można być np. jednocześnie za i przeciw (komercjalizacji służby zdrowia – idei skądinąd pożytecznej). „Wszystkie ręce na pokład” – zakomenderował na blogu poseł Głogowski. Ku chwale Ojczyzny, odrzekli wyborcy!
Kamil Łysik
„Gwarek”, 22.06.2010


Komentarze
Pokaż komentarze