Kolejny tydzień – kolejny „Gwarek”, jak zwykle pełen fascynujących wieści. Poprzedni numer zdominowała bezsprzecznie sprawa niedoszłego ronda katyńskiego. Znaczy się tarnogórskiego, które postanowiono ochrzcić mianem „Ofiar Katynia 1940-2010”. Inicjatywa koalicyjna spotkała się jednak ze zdecydowanym odporem „przytomniejszej części” Rady Miejskiej.
A przynajmniej w ten sposób Jacek Tarski utytułował radnych będących przeciwko nazwie. Oj, skromnie, skromnie, Panie sąsiedzie z 6 strony. Cóż bowiem znaczy Radny przytomniejszy wobec np. takiego Rajcy światlejszego, który wszelako nikim jest w porównaniu z Radnym oświeconym, ów zaś – względem jaśnie oświeconego – i tak ciemny jest jak tabaka w rogu…
Przeciwko nieszczęsnemu rondu wytoczono więc działa o wadze godnej zacniejszej sprawy. Felietoniści gazety, bijący się co tydzień z myślami (ale nigdy pomiędzy sobą), wspólnie ostrzelali ideę zmiany nazwy, gdy tylko ta – za przyczyną jaśnie oświeconej części Rady – wyzionęła ducha. Cóż, kopanie trupa (nawet jeśli kanalią był za życia) do aktu wielkiej odwagi raczej nie należy, postponowanie idei skazanej w Tarnowskich Górach na niepowodzenie specjalnego heroizmu również nie wymaga.
Trzy grosze w sprawie dorzucił jeszcze Wiceprzewodniczący Rady (nie wiem jedynie, czy całego szacownego gremium, czy tylko „przytomniejszej części”) – niezawodny Łukasz Garus, który obnażając całą prawdę, stwierdził wprost, że zmiana nazwy jest pomysłem politycznym. Odkrył tą hipotezą obydwie Ameryki na raz, dzięki czemu jaśnie oświeceni w lot pojęli, że to chytra zagrywka ciemniaków, czyli lokalnej konserwy, by przed wyborami samorządowymi zjednać sobie – jakże liczny w mieście – elektorat Rodzin Katyńskich, Rodziny Radio Maryja i innych familii.
Za to zupełnie pozbawiony politycznego charakteru okazał się być filozoficzny esej wicestarosty tarnogórskiego, opublikowany w kolumnie reklamy pod wymownym tytułem „Dlaczego Bronek?”. Dowiadujemy się zeń szczegółowo o wszystkich dziesięciu plagach egipskich, jakie spadną na nasz kraj, jeśli do władzy nie dojdzie tytułowy bohater artykułu. Promując swój produkt w stylu przypominającym jako żywo pierwsze publicity („każda szanująca się gospodyni powinna mieć go w domu”), zrobiłby Artur Maligłówka zawrotną karierę w reklamie.
Jedyne bowiem poważne zagrożenie dla wicestarosty z PO mogłoby czyhać tylko ze strony „Społecznego Rzecznika Praw Tarnogórzan”, rodem z SLD. Nie dość, że ten ostatni zamieścił w poprzednim „Gwarku” wywiad z… samym sobą, to jeszcze zatytułował tekst: „Rzecznik się sprawdził”, a na koniec sam sobie podziękował za rozmowę. Naturalna skromność i grzeczność „Rzecznika”-Pułkownika wprawia mnie w zakłopotanie.
Z którego nie mogę wyjść nawet po lekturze serdeczności lokalnej Platformy, która wszystkim mieszkańcom winszuje „udanych wakacji. A po wakacjach dobrego wyboru burmistrza”. Czego Państwu i sobie również życzę!
Kamil Łysik
"Gwarek", 06.07.2010


Komentarze
Pokaż komentarze