Amatorzy fotografii – do roboty! Miejscowa Platforma Fotograficzna (PF) powiatu tarnogórskiego ogłosiła wakacyjny konkurs na najciekawsze zdjęcie „obiektu użytku publicznego”. Do wygrania cenne – a w zasadzie to nawet bezcenne – nagrody.
Bez wątpienia konkurs jest inicjatywą całkowicie apolityczną, podobnie zresztą jak sam organizator. O jego zaś (czyli konkursu i organizatora) neutralnym charakterze świadczy dobitnie informacja, że „najciekawsze prace zostaną przekazane nowemu burmistrzowi Tarnowskich Gór jako propozycje do realizacji w naszym mieście”.
Sądzę, że komunikat ów potraktować należy jako obietnicę dodatkowego, obok finansowego, wyróżnienia zwycięzcy, której szansa realizacji wzrośnie tym bardziej, im bardziej spadnie ewentualność zajęcia fotela burmistrza przez kandydata Platformy (zatem prawdopodobieństwo istotnie jest niemałe). Tym sposobem, PF przedstawi wkrótce nowemu włodarzowi miasta listę zdjęć jako „obywatelski” dezyderat zmian, której ten nie będzie mógł zbagatelizować. Sprytnie.
Cóż zatem może być przedmiotem konkursowej fotografii? Tu wymagania są bardzo precyzyjne, organizatorzy nie przyjmują aktów (a szkoda), martwej ani ożywionej natury też nie. Musi być konkret – jak czytamy: „stojak na rowery, słup ogłoszeniowy, skwer z zielenią, plac zabaw, skałka wspinaczkowa i inne obiekty sportowe, rzeźby, pomniki”.
Taaa… A jakby komuś było mało, to po więcej szczegółów sięgnąć należy na stronę internetową tarnogórskiej Platformy. Z zaciekawieniem sięgam więc, gdzie wzrok nie sięga; sięgam tuż po ukazaniu się anonsu we wtorek, sięgam w środę i we czwartek, ale po regulaminie ani widu, ani słychu. Wreszcie (piątek) jest, ukazał się – długo wyczekiwany kodeks konkursowy!
Wracając zaś do rzeczy, zaczynam żałować, że tak lekce sobie turniej ten zważyłem i na ostatnie ekskursje aparatu nie wziąłem. Zrobiłbym moją „Zorką 5” kilka zdjęć i wysłał jury. Tyle bowiem ostatnio cudów widziałem. Przykładowo, w rynku jednego z ładniejszych miast Górnego Śląska dostrzegłem przyklejone do zabytkowego kościoła paskudne gmaszysko, które stylem nawiązuje do estetyki tapicerki znajdującej się w FSO Polonezie.
Albo na historycznej kamienicy – również w rynku – wypatrzyłem transparent wyborczy przedstawiający kandydata, który udaje „społecznego rzecznika” uciśnionych. Albo jeszcze widziałem „obwodnicę”, która – owszem – była nią może w wiekach średnich, ale obecnie jest już tylko drogą wewnątrzosiedlową.
Wszystko przepadło. Tyle dziwów, prawdziwych klejnotów mógłbym za pośrednictwem naszej Platformy zarekomendować przyszłemu burmistrzowi, a tak zostają jedynie „stojak na rowery, słup ogłoszeniowy, skwer…”.
Kamil Łysik
"Gwarek", 27.07.2010


Komentarze
Pokaż komentarze (2)