Platforma Obywatelska ma kolejnego pretendenta do fotela burmistrza w Tarnowskich Górach. Miejsce Przewodniczącego Rady Miasta, Piotra Szczęsnego – który w lipcu dla dobra mieszkańców zrezygnował, choć wcześniej również dla ich dobra kandydował – zajęła, namaszczona przez członków oddziału partii, Lucyna Ekkert.
Zwyciężczyni prawyborów z pewnością do liderów miejscowej Platformy nie należy i – wbrew temu co sama o sobie twierdzi („Aktywnie uczestniczę też w życiu społecznym mojego miasta”) – jej osoba oraz działalność pozostają bliżej niezidentyfikowane. Dali temu wyraz internauci, zakładając na forum temat pod wymownym tytułem: „Lucyna Ekkert – któż to???”.
Niska rozpoznawalność kandydatki niezbyt jednak Platformę przeraża; w lokalnej prasie oraz w sieci zamieszczono już kilka wersji jej biografii. Ich lektura jest nader zajmującą czynnością, pasmo sukcesów zawodowych bohaterki poprzedza bowiem swoista prefacja, z której dowiedzieć się można m.in., że „poprzeczka będzie ustawiona wysoko. Dla dobra Tarnowskich Gór”.
Toż „dobro” jest, rzecz jasna, nierozłącznie wpisane w działalność lokalnej PO – o czym wiadomo nie od dziś i nie od lipca. Jej działacze zaś znani są przecież z nieustannego podnoszenia poprzeczki w rozmaitych dyscyplinach, by wspomnieć choćby tylko leksykalną ekwilibrystykę czołowych jej przedstawicieli.
W miejsce kolejnych popisów naszych milusińskich, na które zmarnotrawiono już morze atramentu, proponuję dziś zestawienie wyboru Ekkert – zawodowej urzędniczki – z niepozornym zdarzeniem sprzed dwóch miesięcy. Oto w „Gwarku” z 16 czerwca inna aktywistka miejscowej PO, Aleksandra Król-Skowron przypuściła partyjny atak na burmistrza w kwestii budowy dróg.
W działaniu Król-Skowron nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w charakterze… urzędnika samorządowego pracuje w Starostwie Powiatowym. Nikt też, jak do tej pory, nie zauważył w jej wyskoku niebezpiecznego precedensu. A przecież obnaża on katastrofalny brak niezależności administracji samorządowej.
W przeciwieństwie do pracowników sektora rządowego (stanowi go np. personel Urzędów Skarbowych, czy Powiatowych Inspektoratów Weterynarii) – którym ustawa o służbie cywilnej zabrania przynależności do partii, a nawet „publicznego manifestowania poglądów politycznych” – ustawodawca nie zakazał tego samego urzędnikom samorządowym. Brak restrykcji prawnych w tym zakresie nie oznacza jednak, że praktyka włączania się urzędników w propagandową działalność partyjną jest pożądana. Nijak ma się także do standardów, którymi Platforma z lubością wymachuje
Jaka jest bowiem wiarygodność urzędnika, który po godzinach zajmuje się partyjną agitką? Kim są Lucyna Ekkert i Aleksandra Król-Skowron – jeszcze bezstronnymi ekspertami, czy już zaangażowanymi w partyjną grę politykami? Kogo polecenia realizują: zwierzchników urzędowych czy liderów partyjnych? I wreszcie – czy naprawdę nikt nie widzi tu konfliktu interesów?
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze