Zatroskany zanikającą lokalnie poprawnością polityczną, zmuszony jestem do wyrażenia stanowczego protestu przeciwko pojawiającym się od pewnego czasu na Waszych łamach felietonom ob. Łysika Kamila. Dalsza tolerancja jego szkodliwych opinii grozić może bowiem naruszeniem naszej swojskiej „małej stabilizacji”. A tak przecie być nie może, to pewne!
Jak to się więc mawia, po pierwsze primo: ten – pożal się Boże – felietonista nie potrafi przecież uszanować żadnych lokalnych autorytetów; obsmarował już miejskich radnych, nie zostawił suchej nitki na przewodniczącym PiS-u, ani na sekretarzu SLD, odsądził od czci i wiary Turzańskiego, zamachnął się nawet na posła naszego czcigodnego, Tomasza doktora Głogowskiego.
Po drugie primo, cóż to za pomysł szkodliwy, by komentować blogi lokalnych notablów? Znalazł też sobie Łysik zajęcie. Dziś każdy nowoczesny polityk pisze bloga, ale kto to widział, żeby zwykli i szarzy obywatele pozwalali sobie te zapiski bez należnego szacunku czytać i jeszcze na dodatek bezczelnie analizować? Oj, dożyli my czasów, dożyli.
Po trzecie primo, to Łysik jakiś niewychowany jest, a w każdym razie nie w tym systemie wartości, co nasze mądre głowy. Słów obraźliwych używa, którymi potem szanowanych obywateli obrzuca. Naczytał się tych Wyspiańskich i innych Betowenów, i – Panie – cytuje potem, cham jeden!
Po czwarte primo, kim w ogóle jest ten Kamil Łysik? Przyplątało się to nie wiadomo skąd, bazgroli do „Gwarka” i ludziskom kisiel z mózgu robi. Jak który za towarzysza „Wiesława” próbował przed szereg wyskoczyć, to… sami wicie-rozumicie. Ach ta przeklęta demokracja i wolność słowa.
Po kolejne primo, to ja się pytam, z czym do ludzi? Na felietony mu się zbiera, a pisać nawet poprawnie nie potrafi. Pomimo całego dziadostwa, co to się po 1989 narobiło, jeszcze nie doczekali my czasów, w których redakcje będą same decydowały, kto jest felietonistą, a kto nie. Jeszcze naszego na Sejm posła mamy, któren to wraz z innymi politykami publicystów mianuje (trzymaj się Pan, doktorze i na pohybel temu pisarczykowi, na pohybel!).
No, tyle tych primów wyliczyłem, że nikt już chyba nie ma wątpliwości, że Łysik powinien się wreszcie zamknąć. W interesie jego samego i przede wszystkim dla dobra naszego smrodka lokalnego, przepraszam – jak to w telewizorze gadają – naszego: „pro publico bono”; uciszcie Łysika!
Niech w mieście naszym spokojnym i wioskach okolicznych znów błogi spokój nastanie i pozytywne pisanie: o wiośnie, co to przecie nadchodzi (co nie?), o faunie i florze, o wyższości „iż” nad „że” i takich tam. Ale od polityków naszych to wara – co to, jakie osoby publiczne są?
Z wielkim poważaniem, zatroskany czytelnik.
P.S. A tej Pani, co zawsze koło „Jadowitego pióra” poezje snuje, podsunąć pragnę taką oto składankę: Co nam tu będzie Łysik fikał?/ Przestańcie drukować już Łysika!/ Bzdury, roztomajte farmazony,/ Toż Łysik plecie androny,/ A nie żadne tam felietony.
"Gwarek", 01.06.2010


Komentarze
Pokaż komentarze