Za sprawą dopalaczy dwukrotnie przebiły się w ostatnim czasie Tarnowskie Góry do mediów krajowych. Pierwszym razem, kiedy burmistrz miasta ogłosił, że rozpoczyna walkę o zmianę przepisów w zakresie obrotu „środkami kolekcjonerskimi”. I drugim, gdy dwóch nastolatków najarało się w jakiejś obszczanej bramie owych środków, a potem straciło przytomność.
Zagrzmieli natychmiast obrońcy: czy ktoś im palić kazał? Jasne, nam palić nie kazano! Sklep jest przecież kolekcjonerski, a nie z „paliwem”. Pół szkoły coś tam kupuje, a potem układa w równe stosiki, współzawodniczy i wymienia się zbiorami. Taka moda. Ach, ta młodzież dzisiejsza, kiedyś papierosy w szkolnych kiblach ćmiła, a dziś to tylko kompletuje i kolekcjonuje!
Co by więc dziatwa nasza daleko za swymi kolekcjami biegać nie musiała, butiki w pobliżu szkół otwarto. A bo to wiadomo, co by się po drodze wydarzyć mogło? Czy czasem jaki ksiądz-pedofil za rogiem na pacholęta nie czyha, albo staroświecki rodzic – co rózgą poglądy wymusza? Niech młódź spokojnie ziółka łyka, smaki kształtuje, gusta sobie wyrabia. Niech wie, co to dobra zabawa z turbodoładowaniem: czym jest zielska palenie, krwią rzyganie, a w konwulsjach pląsanie.
Cała prasa donosi o ingredientach tak pożądanych przez małolaty kolekcji. Same rarytasy, jest czerwony muchomorek, jest rtęć i ołów, są stosowane do pryskania roślin pestycydy oraz inne delicje. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno do pobudzenia fantazji wystarczał najzwyklejszy denaturat i pół chleba; ewentualnie, dla bardziej wymagających klientów, flakonik wody po goleniu. Nowe idzie.
A co na to góra? Z wysokości nie widać drobnych problemów, góra ma ważniejsze kłopoty, krzyż na Krakowskim Przedmieściu oraz proszki, co je Kaczyński łyka. Posłowie żalą się, że skład dopalaczy nieustannie ewoluuje, a oni nie nadążają nowelizować prawa. Nieboraki, inflację swoimi dietami tudzież innymi przywilejami jakoś zawsze nadgonią.
Nie dziwi więc, że za pobudzanie procesów legislacyjnych zabrać się musi burmistrz Tarnowskich Gór. Chapeau bas! Pomimo że pożądane, działanie Arkadiusza Czecha skłaniać powinno jednak do refleksji: dlaczego nowelizacją prawa ogólnokrajowego zajmować się musi władza wykonawcza samorządu terytorialnego na poziomie gminy?
Czyż nie w tym celu utrzymujemy 460 posłów i 100 senatorów, którzy wraz ze swymi bizantyjskimi dworami nieźle bawią się przez cztery lata kolejnych kadencji parlamentu? Co zrobił w zakresie dopalaczy nasz reprezentant, Tomasz Głogowski, poseł ziemi tarnogórskiej?
Zdaje się, że nie znalazł nawet czasu, by wesprzeć działania burmistrza. Za to – jak pochwalił się na łamach miejscowej prasy – osobiście przejął kierowanie kampanią wyborczą kandydatki PO w wyborach samorządowych.
O tempora, o mores, o k…
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze