W teorii było pięknie. Jak w piosence, w której w skoczny rytm melodii Władysława Szpilmana „Autobus czerwony, przez ulice mego miasta mknie, mija nowe jasne domy i ogrodów chłodny cień”... Przy czym cień – pamiętajmy – był podówczas jeszcze „chlodny”, artykułowany na przedwojenną modłę „ł przedniojęzykowozębowego”.
Rychło rozpanoszyło się jednak w Polszcze „ł” proletariackie, a wraz z nim ulice zapełniły topornymi maszynami produkcji krajowej lub z bliskiej (i przyjaznej) zagranicy. Znamy je dobrze, część nadal tarasuje nasze drogi, od lat sprawiając, że miast sielanki podróż bardziej przypomina ponurą wizję, wyzierającą z innego „Czerwonego autobusu” – Jacka Kaczmarskiego: „Pędzimy przez polską dzicz/ Wertepy, chaszcze, błota”.
No, trochę może autor przesadził z tym pędem, ale reszta się zgadza. Wleczemy się więc oblepionym pstrokacizną autobusem, podjeżdżamy pod wszystkie okoliczne supermarkety, kręcimy piruety na rondach, a stojąc w przegubie chłoniemy gratis swojski smrodek przypalonych frytek. Grunt że do przodu!
Wraz z nowym taborem MZKP Świerklaniec przerysowany obraz ten wkrótce odejdzie do lamusa. Co – rzecz jasna – cieszy! Nie dajmy się jednak zwieść euforii sukcesu, bo nawet najbardziej nowoczesny autobus nie rozwiąże wszystkich problemów lokalnej komunikacji publicznej: harmonogramu odjazdów, trasy, czasu przejazdu, skomunikowania pomiędzy liniami itp. Do tego wszak niepotrzebna jest technika, w zupełności wystarczy logika.
A jakie zapatrywania na tę kwestię mają kandydaci na radnych? (Pamiętajmy, że mowa jest o zadaniach realizowanych przez gminę). Sprawdźmy. W niekrótkiej litanii formułowanych przez pretendentów pobożnych życzeń jest wszystko: monitoring, zmniejszenie bezrobocia, obniżenie podatków, wierzba na gruszce, ale komunikacji publicznej ani widu, ani słychu.
Czyżby żaden z komitetów wyborczych nie dostrzegał palącego problemu przeciążenia dróg? Braku miejsc parkingowych? A może radni i kandydaci nie korzystają z komunikacji publicznej, bo nie odpowiada im jej oferta, na którą (któż, jak nie oni właśnie!) mogą wpływać? A może – co jeszcze gorsze – gardzą plebejskimi środkami transportu, ponad które przedkładają swoje wypieszczone fury?
Wszystko jedno z jakiego wynika powodu, ale zdumiewa brak refleksji nad realnymi problemami. Najbardziej rozwinięte organizmy państwowe i miejskie same opracowują prognozy, by z odpowiednim wyprzedzeniem móc zapobiegać nadchodzącym zagrożeniom. U nas – nie szkodzi, że przestarzała i że bywa niedrożna – kłopotu nie ma, dopóki rura całkiem się nie zatka. A jak już się zatka, to się potem zobaczy, komisję śledczą powoła i winnych ukarze.
A teraz pytanie poza konkursem; czy radni i kandydaci wiedzą, ile czasu jedzie pociąg z Tarnowskich Gór do Katowic? Podpowiem: pokonanie 34 km trwa godzinę i dziesięć minut (planowo), a kosztuje jedynych osiem złotych polskich .
Kamil Łysik (przez „ł” proletariackie)


Komentarze
Pokaż komentarze