Postanowieniem koalicji, którą w radzie powiatu tarnogórskiego zawiązała Platforma Obywatelska oraz Przyjazny Samorząd, fotel starosty zajęła Lucyna Ekkert, a na jej zastępcę namaszczono Andrzeja Pilota. Czy trafną podjęła większość decyzję – okaże się niebawem, póki co dyskusyjną pozostaje kwestia piarowskiego – by modnie rzec – aspektu tych nominacji.
Bo, lawirując w listopadzie pomiędzy bilbordami wyborczymi, nawet odwiedzający Tarnowskie Góry goście nie mogli nie zauważyć, że Ekkert jest kandydatem na urząd burmistrza miasta, a Pilot stara się o stanowisko radnego sejmiku wojewódzkiego. W obydwu jednak przypadkach wyborcy uprzejmie, acz stanowczo podziękowali kandydatom, dając do zrozumienia, że preferują konkurencję.
A tu niespodzianka! Niczym nie zrażeni, jakby od początku ubiegali się właśnie o posady w starostwie, cudem odnajdują się odrzuceni na nowych stołkach. Przypadek, czy raczej wynik zakulisowej gry politycznej? Reżyser tego przedsięwzięcia najwyraźniej nie zaprzątnął sobie głowy społecznym jego odbiorem, a – mówiąc wprost – nie odpowiedział na pytanie, czy osobliwymi rozstrzygnięciami personalnymi wyborcy nie mają prawa poczuć się po prostu zrobieni w trąbę?
Nikt nie ma przecież wątpliwości, że zarówno Ekkert, jak i Pilot doskonale poradzą sobie z nowymi godnościami. Ku czci ich kompetencji niejeden już wygłoszono pean. Mnie w szczególności ujął np. fakt, że jest Andrzej Pilot kawalerem odznaczenia „Złota Koniczyna”, którą Polskie Stronnictwo Ludowe honoruje swych wiernych wyznawców, a którą to (bio)kawaler zachwala na swojej stronie internetowej.
Rzecz zatem nie w kompetencjach, ale kulturze politycznej, mechanizmie obsadzania stanowisk, który w jaskrawy sposób ujawnia asekuranctwo. Można bowiem – jak Lucyna Ekkert i Józef Korpak – kandydować do kilku rad jednocześnie, a nuż się gdzieś uda. Można też, jak Andrzej Pilot, w ogóle nie być członkiem rady powiatu tarnogórskiego, a i tak przedziwnym zrządzeniem losu objąć funkcję wicestarosty.
W tym kontekście nie sposób nawet pogratulować dobrego – na tle pozostałych radnych powiatowych – wyniku Lucyny Ekkert. Jest on przecież efektem zmasowanej kampanii w wyborach na burmistrza, a nie świadomego od początku dążenia na Karłuszowiec. A może to tylko realizacja filozofii „wsio rawno: burmistrz, starosta, czy też inny radny”?
Czy – wskutek zakulisowych decyzji personalnych – wśród mieszkańców nie narasta więc przekonanie, że nieistotna jest wartość ich głosu, można bowiem przegrać, a i tak wygrać, i otrzymać intratną synekurę? Nie przelewajmy zatem łez nad w ćwierci tylko wypełnioną urną. Bo i po co głosować, skoro tak czy siak Pilot z nami poleci?
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze