Niemniej po lekturze ostatniego numeru „Przeglądu” nie pozostaje nic innego, jak tylko przywdziać włosienicę i na kalwaryję wyruszyć, bo atmosfera przygnębienia i pokuty udziela się czytelnikowi mimowolnie. Gwiazdą grudniowego wydania periodyku jest bowiem Dagmara Bednarek, która grozi, że „nie będzie się bawiła w Joannę d’Arc piekarskiej demokracji”.
W rozmowie z radnym-redaktorem Turzańskim postanowiła jednak zagrać męczennicę i cnotliwą dziewicę niezależności dziennikarskiej, na którą namaścił ją właśnie „Przegląd Piekarski” – pismo znane z… patrz jak na wstępie.
Wywiad pt. „Moralny kac” jest zatem nie tylko „moralnym detoksem” i „autokatharsis” – jak chciałaby autorka wynurzeń. Przede wszystkim przypomina wielką fontannę wylewanych nad sobą łez, ckliwe Martyrologium Magnus Piekariensis – które patetyzmem bije na głowę nawet Sonatę Księżycową Beethovena; to po prostu samokrytyka doskonała.
Onegdaj redaktor naczelna samorządowego „Głosu Piekarskiego”, po spowiedzi powszechnej w „Gazecie Wyborczej” (swoją drogą zgrabnie zredagowanym tekście, chapeau bas!) – na turzańskich łamach kontynuuje Bednarek darcie szat.
Jeśli więc początkowo potargała odzienie wierzchnie (nazywając samą siebie „Pchłą Szachrajką”, „szują”, „pismakiem” i „gnidą”) w rozmowie z Turzańskim sięga do kolejnych warstwy własnej garderoby. „Wykazałam się brakiem charakteru”, „dołożyłam cegiełkę do tego bagienka”, „zagalopowałam się”, „teksty, pod którymi się podpisałam, nie miały nic wspólnego ze sztuką dziennikarską, były zmanipulowane”. Czy coś jeszcze z fatałaszków na redaktor w ogóle zostało?
Chyba niewiele. Jej głos okazuje się skrajnie niewiarygodny. Tekstem z „Wyborczej” – owszem – zwróciła uwagę na problem wykorzystywania mediów samorządowych do wyborczej walki politycznej. Występując jednak na łamach jawnie zaangażowanego politycznie „Przeglądu”, na dodatek w rozmowie prowadzonej przez opozycyjnego radnego (cholera! a to dopiero przykład sztuki dziennikarskiej), pozwala się Bednarek dalej prowadzić jak owca na rzeź.
Aż wreszcie, zabrnąwszy w miejsce, o którym sama wspomina jako o bagienku, dokonuje kolejnego auto da fé: „dla mnie jeszcze za wcześnie, ale może za cztery lata?” – snuje refleksje o… No właśnie, o czym? Domyśl się czytelniku.
Żal duszę ściska. I tylko dobrego pióra szkoda.
Kamil Łysik
"Gwarek", 18.01.2011


Komentarze
Pokaż komentarze