Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach. Poruszony, przekazaną przez miejscowe media nowiną, pozwalam sobie zwrócić się do Szanownego Pana z niniejszą epistołą. Otóż – jak Panu doskonale wiadomo – w 2008 r. za sumę 74 tys. zł zakupiono nowoczesne i wielofunkcyjne urządzenie, mające pracę naszych radnych uczynić jeszcze bardziej przyjemną i transparentną.
(Wiem, toć nic nowego; analogiczne systemy zakupiono również w Dąbrowie Górniczej oraz Sosnowcu. Tyle, że taniej, bo za ok. 20 i 25 tys. zł., ale to pewnie buble jakieś chińskie).
Wśród wielu funkcji, jakie maszyneria oferuje swym użytkownikom – posiada kalkulator, budzik (ten przyda się z pewnością!), stoper i wibrator (by zbędnymi dźwiękami nie zakłócać powagi sali, ma się rozumieć) – aparatura potrafi również identyfikować przyciskających guziki radnych i, co gorsza, „pamiętać” jak głosowali.
Na szczęście, na skutek oporu stojących na straży demokracji Rejtanów naszych tarnogórskich, opcję imiennego liczenia głosów, wyłączono. Bo i co komu po takiej wiedzy, jak ten czy ów głosował? Najważniejsze przecież, że radny listę obecności podpisał, cicho w kącie siedział, nie przeszkadzał, a, kiedy trzeba było, łapę w górę podnosił i naciskał przycisk.
Errare humanum est, mawiali starożytni i się nie mylili; radny ma prawo do pomyłki – być za i głosować przeciw lub też odwrotnie, normalna sprawa. Tymczasem dzięki przeklętej pamięci maszynki do głosowania żądna sensacji gawiedź od razu błędy z przeszłości na jaw wywlecze, majestat mandatu błotem wysmaruje i na pośmiewisko wystawi.
A przecież już ponad dwadzieścia lat temu niechlubną przeszłość grubą kreską oddzielono, dekretując „politykę sursum corda” (czyli: miłości i powszechnego przebaczenia win). Czyż więc wszystkim żyć ma się lepiej, tylko nie tarnogórskim samorządowcom? W końcu i ich obejmują niezbywalne prawa człowieka i obywatela, konwencja genewska, chicagowska i inne.
Apeluję zatem do Szanownego Pana Przewodniczącego o opamiętanie i wycofanie się z pomysłu wprowadzenia imiennego systemu głosowania, którego celem jest permanentna inwigilacja i patrzenie radnym na ręce. Jeśli trend się utrzyma i kontrola społeczna w podobnym tempie narastać będzie, kto zdecyduje się w przyszłości na kandydowanie?
Proszę pomyśleć – Panie Przewodniczący – o tych kolejnych pokoleniach lokalnych polityków, którzy nieświadomi jeszcze zasadniczej roli, jaką w przyszłości miasta wkrótce odegrają, już pozują przed lustrem w błyszczących garniturach i prążkowanych garsonkach. I tak opasani (proszę, tylko bez personalnych skojarzeń) ufnie garną się do sprawowania funkcji publicznych. Co z nimi?
A jeśli nie wie Pan, co z diabelskim urządzeniem – ową maszynerią służącą zepsuciu dobrych obyczajów, które nie pozwalają brudów na wierzch wywlekać – uczynić, proponuję… sprzedaż. Można stoisko na hali podnająć, albo na allegro dziadostwo wystawić. Ewentualnie starostwu po sąsiedzku podrzucić, wszak na Karłuszowcu też się jakieś consilium zbiera, coś tam radzi, przekomarza się i – co najważniejsze – głosuje.
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze