Jadowitym piórem Jadowitym piórem
353
BLOG

W nosie pana prezesa

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Polityka Obserwuj notkę 0

Mamy szczęście. Oraz, by tak rzec, nosa. Mamy nosa do najwyższych dostojników naszych czasów. Niegdyś wysysani i pogardzani, zajęliśmy obecnie zaszczytne miejsce głęboko w… narządach węchu polityków pierwszego garnituru.

Pomijając zamierzchłe dzieje, najpierw „niuchnął” nas analityczny nos Radosława Sikorskiego, który na myśl o pozbyciu się Śląska (choć miał na myśli najpewniej tylko Górny), doznawał wizji rozwoju i ekstazy na miarę św. Teresy. Następnie, za sprawą wyniku wyborów samorządowych w województwie śląskim, znaleźliśmy się także w nosie Prezydenta Komorowskiego. Sarkając, pierwszy obywatel był łaskaw określić wówczas koalicję PO z RAŚ mianem niebezpiecznej. Na sojusz z ugrupowaniem Gorzelika kręcił nosem nawet Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, rodem z… Górnego Śląska zresztą.

Wszystkich przebił jednak nowy klient Biedronki – Jarosław Kaczyński, który zaciągnął się śląskością tak porządnie, że po dziś dzień kicha i prycha cała Polska. Zrównując Ślązaków z Niemcami, nie tylko wykonał pan prezes polityczne salto mortale w roku wyborczym, ale zasiadł w oślej ławce z resztą historycznych ignorantów i wyznawców dziewiętnastowiecznych schematów.

Przypomniał mi przy okazji odkrycie, jakiego dokonał dyrektor liceum, którego uczniowie – raz po raz przytakując gromkim „ja” –prowadzili gwarą rozmowy. Otóż, nie mogąc się powstrzymać od komentarza w kwestii barbarzyńskiej mowy w dostojnych murach placówki, zauważył oświecony belfer: „panowie, więcej kultury, tu jest Polska a nie Niemcy!”.

Kultura kulturą, a wiedza wiedzą. Parafrazując Georgesa Brassensa śpiewał Zespół Reprezentacyjny: „Tu czas i wiek nie ma znaczenia. Jak ktoś jest wał - to jest wał! Czy lat ma sto czy lat dwadzieścia. I jak go zwał - tak go zwał”.

Tymczasem „Gazeta Wyborcza” doniosła, że „Górny Śląsk rozchodzi się jak ciepłe bułeczki”. I choć rzecz traktuje o pierwszej szkolnej mapie regionu w jego historycznych granicach, trudno nie dostrzec, że odrębności, regionalizm i śląskość są obecnie haute couture.

Z jednej strony trend ów cieszy. Oto bowiem po latach tłamszenia i przyklepywania łopatą wszelkich nierówności kulturowych okazało się, że te wciąż wystają spod zglajszachtowanego klepiska. Z drugiej jednak – powodów do wielkich zachwytów nie daje także publiczny ekshibicjonizm regionalny. Wszak moda ma to do siebie, że mija. Wkrótce zatem okazać się może, że opasane niebiesko-żółtymi szalikami tłumy skręcą nagle w pierwszą przecznicę i zasilą okolicznościową manifę, by następnie – pohukując na ociągające się ze zmęczenia pociechy – wesprzeć marsz przeciwko przemocy domowej. Lub każdy inny happening na topie.

Reakcje naszych polityków mają jednak i tę dobrą stronę, że są spontaniczne i autentyczne. Podane w czystej formie, jeszcze sprzed obróbki specjalistów od marketingu, którzy – wyczuwając koniunkturę polityczną – z wszystkich zrobią wkrótce Ślązaków.

 

Kamil Łysik

"Gwarek", 12.04.2011

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka