84 tys. zł. wydano na opracowanie studium ruchu jednokierunkowego w mieście, „po czym dokument trafił do urzędniczych szuflad” – zżyma się w ostatnim numerze naczelny Myśliwski. I utyskuje, że to pieniądze wyrzucone w błoto, bo bezpieczeństwa ruchu drogowego nie poprawiły, jest źle i można podejrzewać, że (jak zwykle) będzie jeszcze gorzej.
Sodoma i Gomora jest zwłaszcza w centrum. Dlatego w nowym świetle powinniśmy podejść obecnie do ubiegłorocznego wyczynu Krzysztofa Łozińskiego, który w majestacie swego miejsko-radcowskiego immunitetu wgramolił się pojazdem na sam rynek. Tak samo powinniśmy zrozumieć służby, które czołobitnie ustanowiły u wylotu ul. Górniczej na rynek wyjątek od zakazu wjazdu, przeznaczony dla: „samochodów zaopatrzenia na czas rozładunku do 10 min.” oraz… Przewodniczącego Rady Miejskiej (na czas nieokreślony).
W komentarzu do artykułu „Martwy dokument za 80 tysięcy” przedstawiciel miejskiego zarządu ulic twierdzi, że zaniedbania powstały z winy powiatu, podczas gdy reprezentant tegoż uważa, że co złego to nie my tylko oni. Czyli nihil novi.
Na szczęście na najwyższych szczeblach gruszek nie zasypiają w popiele. Sam Andrzej Pilot udał się na ul. Ratuszową, gdzie na własne, wicestarościńskie oczy empirycznie doświadczył gehenny (czyt. dokonał wizji lokalnej). I natychmiast wpadł ze współpracownikami na genialny pomysł: zakazać w tym miejscu zatrzymywania się i postoju. Brawo!
By tym skuteczniej ścigać drogowych piratów, którzy po zaparkowaniu w centrum samochodu uciekają krętymi uliczkami przed stróżami prawa, tarnogórska Policja nabyła dwa nowoczesne motocykle. Należy więc spodziewać się wkrótce w lokalnych mediach mrożących krew w żyłach opisów pościgów i kaskaderskich wyczynów.
Na razie jednak musimy zadowolić się reminiscencjami historycznymi. Przykładowo, w artykule o policyjnych Hondach stwierdza autor, że ostatnim razem maszyny służbowe jeździły tu w epoce, „gdy dzisiejsza policja była poczciwą, starą milicją”. Eh, łezka się w oku kręci za tamtymi czasami, a zwłaszcza owymi poczciwcami…
A propos zamierzchłych dziejów, przeczytałem w kolumnie historycznej, że akurat przypada 25 rocznica wiekopomnej wizyty ministra hutnictwa i przemysłu maszynowego, Janusza Maciejewicza w miasteczkowskiej hucie. Było zapewne bardzo stylowo: „klapa, rąsia, goździk, buźka”.
Przeczytawszy zaś, wpadłem na pomysł zagadki: z jakiego roku pochodzi i kto jest autorem poniższego cytatu? (Prawidłowe odpowiedzi ukażą się na łamach niebawem).
„Dziś w Miasteczku Śląskim były dwie osoby, którym hutnicy mają do zawdzięczenia bardzo, bardzo wiele. (…) Był czas na podziękowania – ministra dla hutników (za odpowiedzialne zachowanie), hutników dla ministerstwa (…); na zarysowanie perspektyw firmy (…), jak i obejrzenie zakładu”.
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze