Podczas gdy, ziewając jeszcze, leniwy lud w ciepłych pieleszach z boku na bok się przewracał, miejscowa władza zwartym szykiem wyruszyła, by w zadumie pochylić głowy nad mogiłami polskich powstańców śląskich.
Jak przeczytałem na stronach internetowych Urzędu Miasta w Tarnowskich Górach – Burmistrz z Przewodniczącym Rady w asyście strażników miejskich „złożyli kwiaty i zapalili znicze przy pomnikach: Teofila Królika na cmentarzu przy kościele św. Anny, przy krzyżu powstańczym przy ul. Gliwickiej, na cmentarzu w Strzybnicy – przy grobie Józefa Brailicha, przy głazie w Reptach Śląskich, przy pomniku w Parku w Strzybnicy”.
Z kolei z witryny starostwa powiatowego dowiedziałem się, że „2 maja członkowie Zarządu Powiatu: Aleksandra Król-Skowron i Marian Szukalski złożyli wiązanki kwiatów oraz zapalili znicze w miejscach pamięci narodowej” (i tu nastąpiła litania owych miejsc: pomnik Teofila Królika itd. itp.).
Zbieżność czasu i przestrzeni natchnęła mnie ulotną myślą, czy notable czcigodnego czynu wspólnie czasem nie dokonali, grzebiąc tym samym (choćby krótkotrwale) swe wojenne toporki. Nic bardziej mylnego. Kolejność zamieszczonych na stronach obydwu instytucji pamiątkowych fotografii dobitnie wskazuje, że…
… kiedy Burmistrz z Przewodniczącym przystanęli nad grobem Królika, Zarząd powiatu oddawał się refleksji pod krzyżem w Reptach; kiedy zaś powiatowi przemieścili się w okolice głazu, miejscy przenieśli się pod krzyż. Następnie wszyscy (choć – broń Boże – nie razem) udali się do Strzybnicy: Czech z Kowolikiem na cmentarz, tymczasem Król-Skowron z Szukalskim do parku. A potem – minąwszy się niepostrzeżenie na ulicy ks. Płonki – zamienili miejscami.
Obchody świąt narodowych (czyli wspólnotowych) nie są, jak widać, dostateczną inspiracją do wspólnego działania instytucji, kierowanych przez przedstawicieli konkurencyjnych ugrupowań politycznych. A szkoda. Wszak mowa o gestach wyłącznie symbolicznej natury.
Ze zdjęć nie wynika wcale, by hołdom powiatowym i miejskim towarzyszyły spojrzenia podekscytowanej publiki, która indywidualne akty czci dygnitarzy przekuć mogłaby w przyszłości w ich polityczne wiktorie. Jaki był więc powód sformowania osobnych delegacji? Możliwe, że nie było go wcale, a sytuacja wyniknęła jeno z roztargnienia.
Wszelako zachowanie przedstawicieli tarnogórskich samorządowców mimowolnie przypomniało mi karykaturę Zbigniewa Jujki. Przedstawia ona obrazek z czasu II wojny światowej. Dwóch uzbrojonych po zęby partyzantów – jeden z opaską AK, drugi AL – śledzi Niemca. I nie byłoby w szkicu nic specjalnego, gdyby nie fakt, że goniąc wroga, pokazują sobie… języki.
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze