Pierwszy weekend czerwca upłynął pod znakiem… majówek, których – z okazji lub całkiem bez sposobności – moc zorganizowano w okolicy. Dla ludu harce i swawole, dla oficjeli okazały się czasem spędzonym w pocie czoła. Chcąc sprostać wyzwaniom kalendarza politycznego pielgrzymowali więc notable z imprezy na imprezę, gdzie, wiadomo: przemówienia, racje i oracje, uściski spoconych dłoni, uśmiechy na klamerkach, Wersal full wypas, bułkę przez bibułkę, achy i ochy. Istna harówka.
Na występ DJ Tomii’ego – gwiazdy festynu poselskiego, nie zdążył Jerzy Buzek. Pospiesznie skonstruowano więc ku czci profesora polowy ołtarzyk, uwieczniony następnie na stronie internetowej starostwa powiatowego. Uwagę zwraca zwłaszcza pietyzm, jakim otoczono przewodniczącego PE; kiedy bowiem podobizna Buzka odpoczywała w cieniu, pod ogrodowym parasolem (imitującym, jak mniemam, baldachim) gorliwi działacze PO z podziwu godnym poświęceniem smażyli się w słońcu.
Tego samozaparcia i – mówiąc górnolotnie – wiary w lepsze jutro jakoś nie widać w tubylczych szeregach PiS. Podczas gdy przeciwnik pozostaje silny, zwarty i gotowy, burdziakowcy z lubością taplają się w personaliach. Właśnie odcięli się od kandydatury Stanisława Kowolika, trzymając w głębokiej tajemnicy nazwisko konkurenta – zapewne czarnego konia tych wyścigów. Strategia, jak zwykle, arcysprytna.
Na genialny, a zarazem jakże świeży i ożywczy pomysł wpadł Wojciech Szarama. Bytomski poseł zbiera mianowicie autografy zwolenników referendum w sprawie prywatyzacji służby zdrowia, w której to wietrzy spisek na niepodległość. Biedaczysko.
Żarty żartami, ale wójtowi Flakusowi ze Świerklańca wcale nie do śmiechu. Opozycja właśnie ukręciła łeb inicjatywie, w wyniku której na miedze oraz polne ścieżki wylec mieli stróże porządku i moralności. Obawiano się powszechnie, że powołanie straży gminnej będzie początkiem puczu, który zakończyć mógłby się marszem Flakusa na czele wiernych sobie oddziałów na Tarnowskie Góry.
Zadrżeli na tę myśl tarnogórscy rajcowie i w obawie przed krnąbrnym wójtem postanowili przymilić się do pułku chemicznego, sztandar fundując żołdakom. Nie obyło się wprawdzie (jak to zwykle u nas przy tego typu okazjach bywa) bez swar i okolicznościowych licytacji, które stanowią wszak o lokalnym folklorze politycznym.
A na serio (choć wcale tak nie brzmi) – prawdziwa walka rozpoczyna się w katowickim supermarkecie. Gra idzie o… nazwę sklepowej alejki. W szrankach stoją średnie miasta regionu, w tym Tarnowskie Góry. Już sam udział w konkurencji wielką jest nobilitacją. I kolejnym etapem ewolucji, w której homo sovieticusa zastępuje homo supermarcaeticus. Taki tam signum temporis.
Kamil Łysik
„Gwarek”, 14.06.2011


Komentarze
Pokaż komentarze