Medialna wrzawa, zwana powszechnie kampanią wyborczą, zdaje się nie mieć końca. Na łamach „Gwarka” tłoczno i gwarno, jak w Tworogu na odpuście. Chętni do grzania sejmowych ław przekrzykują się, lansują co niemiara, za wszelką cenę próbują zwrócić uwagę gawiedzi i przekonać, by to właśnie na nich postawić... krzyżyk. (Proponuję, coby obdzielić nim każdego – po równo i sprawiedliwie.)
Niech jednak w tym pustym zgiełku i zalewie autohagiografcznej twórczości znajdzie się odrobina miejsca dla przypomnienia historii krótkiej, acz zawrotnej kariery pewnego polityka z okręgu rzymskiego. „Zmarłym ku pamięci, żywym ku przestrodze”.
Przyszły mąż stanu przyszedł na świat mniej więcej w drugiej dekadzie I wieku po Chrystusie na terenie rzymskiej Hispanii. Początkowo nosił mało dostojne miano Porcellusa, czyli prosiaka, które zaraz po przeprowadzce na dwór Kaliguli zamienił na Incitatusa – Chyżego. To tam właśnie jego kariera nabrała błyskawicznego tempa.
Pokorą, usłużnością i upartym milczeniem zdobył serce swego pana, zyskując w cezarze wiernego promotora. Stawiał się na każde skinienie najmniejszego palca boskiego Augusta. W ten też sposób wkradł się na komnaty; barłóg rychło zamienił na luksus i wygody, a żłób na naczynia z kości słoniowej.
Koniec końców imperator mianował go konsulem. Nie zachowały się wprawdzie antyczne wizualizacje momentu wprowadzenia Incitatusa do senatu, ale sytuację od biedy można sobie wyobrazić. Chłód marmurów, dostojeństwo purpury, przejmująca cisza i przecierający ze zdumienia oczy patrycjusze. A pośrodku on, milczący, wyniośle obojętny, godnym krokiem zmierzający na zaszczytne miejsce.
Choć nie wsławił się ani jedną przemową, a jedyne co pozostawił po sobie to swojski smrodek obroka, Incitatus odbił się na kartach dziejów politycznych naszej cywilizacji wyraźniej, aniżeli znakomita większość deputowanych razem wziętych. Bo, jak zauważył Zbigniew Herbert w „Panu Cogito”, „władzę sprawował najlepiej, to znaczy nie sprawował jej wcale”.
To zatem nie ideał opisany przez Wawrzyńca Goślickiego w De optimo senatore lecz Incitatus właśnie został wzorcem dla legionów współczesnych tzw. polityków (mimowolnym zapewne, bo nie posądzam ich o aż tak głębokie refleksje). Jego akces do senatu okazał się historycznym przełomem, od którego wszystko stało się możliwe.
Skoro wszak koń (tak, tak – Incitatus był bydlęciem, przedstawicielem sympatycznego gatunku parzystokopytnych)był w stanie pełnić tę zaszczytną funkcję, któż nie mógłby po nim ubiegać się o stanowisko posła lub senatora? Dalej więc, piękne panie i mili panowie z wszechobecnych plakatów, banerów i folderów, pokażcie, że nie jesteście gorsi od Incitatusa!
Kamil Łysik
„Gwarek”, 13.09.2011


Komentarze
Pokaż komentarze (2)