Jadowitym piórem Jadowitym piórem
302
BLOG

OJCZYZNA W POTRZEBIE – po tarnogórskiej „debacie”

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Polityka Obserwuj notkę 0

Po wczorajszej „debacie” z miejscowymi kandydatami do Sejmu nadal boli głowa. I zadek – bo krzesła twarde były (pewnie celowo, żeby nie usnąć). Ale co tam głowa, co tam zadek, co tam reszta członków i organów, kiedy ojczyzna w potrzebie?

Spośród 16 (słownie: szesnastu) do Tarnogórskiego Centrum Kultury przybyło ledwie sześciu kandydatów. Może zresztą to i lepiej, bo „debata” nie miała wiele wspólnego z kulturą, nawet tą osobistą. Owszem, uśmiechali się wielmoże do siebie, podawali miękkie dłonie, klepali się poufale po plecach. Ale nic poza tym.

Główny gwiazdor – obecny poseł, Tomasz Głogowski (PO) – na spotkanie przybyć nie raczył, tzn. nie znalazł czasu. Zatrzymały go bowiem pilne obowiązki służbowe, mianowicie spotkanie z uczniami jednej ze szkół zabrzańskich, zorganizowane w… Warszawie. Przekazał za to pan poseł list przez gońca, który wszelako w okolicach emisji serialu w TVP – również zniknął. Posłaniec, bo list został. Niezauważony.

Reszta pretendentów okazała się na poziomie ligi okręgowej. Barbara Dziuk (PiS) – jak zwykle elokwentna inaczej, przedstawiła się jak na szkolnej akademii; Piotr Gruszka (PO) – gruszek na wierzbie nie obiecał, zasadniczo nie wiadomo zresztą, co powiedział, coś sympatycznego w każdym razie; Józef Korpak (PO) – gros czasu wypełnił przypomnieniem swoich dokonań i politycznego stażu, order prędzej czy później murowany; Jan Mikos (PPP) – okazał się ekspertem od sal gimnastycznych, a zwłaszcza tych zlikwidowanych przez krwiożerczą burżuazję; Andrzej Pilot (PSL) – napomknął o potrzebie ochrony tradycji i dialektu górnośląskiego, ale w odpowiedzi na pytanie: co oznacza po śląsku „szmaterlok", zrobił tylko wielkie oczy; wreszcie Tomasz Stchlerowski (PJN) – założył muchę w geście solidarności z dyskryminowanym Korwinem-Mikke.

Najwięcej aktywności wykazał za to podczas „debaty” Krzysztof Turzański – prawa i lewa zarazem ręka burmistrza miasta. Jak mucha w latarce, uwijał się biedak po pustoszejącej systematycznie sali; to z aparatem się wyginał przed ujęciami, to z mikrofonem grasował, wypytując przed kamerą o wrażenia. Za trzech, cholera, robił. Kandydatów.

Eh, ojczyzna wzywa w potrzebie…

 

Kamil Łysik 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka