Jadowitym piórem Jadowitym piórem
331
BLOG

PSYCHO-SPA

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Rozmaitości Obserwuj notkę 0

W moim pokoju brak jest klamek w oknach. Nie ma też kontaktów, ani lustra. Na recepcji wyciągają ze spodni pasek, odbierają sznurówki, ładowarkę od komórki, maszynkę do golenia, pilnik do paznokci i co tam kto jeszcze ma.

Cztery razy dziennie, pensjonariusze osobliwego SPA, bezdyskusyjnie przy pielęgniarce, przechylamy zawartość plastikowych kubeczków i na komendę połykamy pigułki. Białe, różowe, żółte, niebieskie…, a wtedy świat nabiera pastylkowych barw.

I robi się byczo. Rozpoczynamy rytualny spacer wokół obskurnego patio – „ogrodu zimowego” (zwanego tu w ten sposób najpewniej dla lichego klonu i jakiegoś iglaka, które w nim wegetują). Drepczemy więc wkoło krokiem miarowym, całkiem niespiesznie. Wymieniamy się uwagami o drzemiących w kosmosie, a nieodkrytych jeszcze mocach, o dostępnych tylko wybranym głosach, o marzeniach kariery w elitarnej jednostce komandosów, rzadziej o maszyniście, który zatrzymując w porę pociąg, odebrał nam szansę wniebowstąpienia.

Rotacja w naszym ośrodku SPA jest niemała. Codziennie kogoś wypisują. Ci wychodzą bez oglądania się za siebie. Wiedzą przecież, że prędzej czy później znów tu trafią. Na ich miejsce przybywają nowi goście, niekiedy samodzielnie, czasem wjeżdżają na szpitalnym łóżku, przypięci skórzanymi pasami dla większego bezpieczeństwa na wirażach.

Na początek idzie się zawsze do akwarium. To izba za wielką szybą, przez którą dzień i noc wciąż ktoś zerka i sprawdza, czy mimo odebranych na wstępie akcesoriów, pensjonariusze właśnie nie wpadli na kolejny genialny pomysł unicestwienia widelcem wszechobecnego Lucyfera.

Większość z nas smacznie jednak pochrapuje, błogo ululana tęczowymi tabletkami, wycieńczona kilkoma rundami wokół patio. Kolorowe co nieco powala bowiem rosłego chłopa na pół doby. Śpimy więc jak dzieciaki. Bezpieczni i wolni od lęków, głosów, pustki, beznadziei, melancholii i innych, takich tam „globusów”. Śnimy o tak zwanej normalności.

Pytanie brzmi jednak: który świat jest prawdziwy i normalny? Ten wasz – z galopującymi cenami paliw, widmem ekonomicznej apokalipsy, nowymi kozaczkami Isabel. Czy może nasz, gdzie w pozornie chaotycznym wzorze posadzki dostrzegamy tajemny labirynt?

Kuracja w psycho-SPA to szok. Ubikacje bez zamknięć. Pigułki. Nocne wrzaski. „Zimowy ogród”. Ograniczona do minimum przestrzeń. I ten cholerny czas, którego tak zawsze brakowało, a który nagle okazuje się nieskończonością.

Zapewne zawiodłem Cię, drogi Czytelniku „Przeglądu Piekarskiego” tak niejadowitym felietonem. Przykro mi. Sorry. Ale jak tu pisać o życiu publicznym, kiedy cała rzeczywistość, ta wasza normalność, okazuje się jedną wielką paranoją, zaś to, co istotne, to tylko odgłosy z wszechświata?

 

Kamil Łysik

„Przegląd Piekarski”, listopad 2011

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości