(Na melodię z menuetu Luigiego Boccheriniego): nie ma nic lepszego, niech kto chce mi wierzy, niż rodzinna połajanka w sielskiej atmosferze: obrus świeży leży, a działacze znad talerzy, opluwają się.
Tak mi się jakoś dziwnie lokalne przepychanki partyjne z utworem „Obiad rodzinny” Wojciecha Młynarskiego skojarzyły. Znają Państwo treść tej ballady? Z pewnością, zasadniczo więc zakończenie przebiegających w jakże beztroskim nastroju posiłków dośpiewać każdy może sobie sam. Mowa oczywiście (tu wtręt dla nieobeznanych) o „chłodzie rodzinnej kryptki”, gdzie po konsumpcji feralnych grzybków, spoczęli w pokoju członkowie uroczej familii.
Przeciwnie do bohaterów piosenki, działacze tarnogórskiej Platformy Obywatelskiej z zapiecka postanowili przenieść czyszczenie wewnętrznych brudów do pralni. I to, na dodatek, pralni publicznej – lamentując przy tej okazjidonośnie o plamach na honorze i niegodziwości niegdysiejszych przyjaciół, którzy z dnia na dzień stali się zaciekłymi wrogami.
W ten też sposób poznaliśmy ukryte dotąd cechy charakteru naszych liderów politycznych, np. od posła Głogowskiego dowiedzieliśmy się, że (do wczoraj) jego pupil i kandydat do różnych odpowiedzialnych ról jest w rzeczywistości nieporadnym urzędnikiem o trzęsących się rękach i do tego jeszcze małomównympierdołą. Z kolei tercet egzotyczny w osobach: Korpaka, Nawrata i tegoż drgającego Maligłówki oskarżył posła-doktora o cynizm, arogancję, manipulację i inne trudne do wymówienia makiawelizmy.
Kolega Turzański uznał takie zachowanie za wyjatkowo niegrzeczne, niesmaczne i w ogóle obrzydliwe. Doprawdy, Panie Krzysztofie? A cóż innego mamy tu, w Tarnowskich Górach do roboty, jak raz na kwartał podniecić się jakąś sensacyjką? Przeczytać w lokalnym organie, że Kowalski puścił bąka w kulturalnym towarzystwie, że Iksiński jest szują, a Igrekowski chamem.
I co w tym zaraz takiego nieprzyzwoitego? Myślę, że to i tak dużo bardziej stosowne niż np. (uruchamiam wyobraźnię) zdjęcia Józefa Korpaka topless, hę? Zresztą, przynajmniej coś się w mieście dzieje. Wprawdzie na poziomie wybitnie prowincjonalnym, ale zawsze lepsze tozaściankowe i cuchnące błocko niźli wielkomiejska nuda i politycznie poprawna szarzyzna.
Dlatego delikatesom mówię stanowcze nie! Od polityków zaś, których bądź co bądź wybieram, żądam więcej smrodu, wzajemnego wywlekania nieczystości i obrzucania się łajnem. Drodzy panowie, w końcu pecunia non olet, prawda?
A tak zupełnie na marginesie, ciekawe z jakim skutkiem zakończy się ten odcinek sagi tarnogórskiego rodu von Platformersów? Trudno dziś wyrokować, bo telenowela ma to do siebie, że nagłe zwroty akcji nie należą wcale do rzadkości i nieprzewidziane są wyroki scenarzysty
Kompletny dwugłos w "Szmaterloku": przeczytaj


Komentarze
Pokaż komentarze (16)