Sensacja jest jak sól, a życie bez niej niesmaczne, jałowe i bezpłciowe. Toteż łakniemy kolejnych rewelacji, jak – nie przymierzając – biblijna „łania pragnie wody ze strumienia” (Ps 42). Katastrofa kolejowa, którą od weekendu żywi się połowa narodu i wszystkie chyba media, zaspokaja nasz głód niujłsów. Na jakiś czas, oczywiście.
Bo też nie ma jak porządna tragedia sąsiada lub nieznanego bliźniego. Można zasiąść wygodnie w fotelu, włączyć telewizor i, popijając chłodne piwko, napawać się do woli cudzym nieszczęściem. Sugestywna mimika i dramatyczny głos Piotra Kraśki pozwolą nam poczuć się prawie pokrzywdzonymi, wprowadzając przynajmniej w stan powszechnej empatii. Uwolnią łzę, która spłynie po twarzy i wpadnie do kufla ze złocistym napojem, nadając mu odpowiedniego do sytuacji smaku goryczy.
A u cioci na urodzinach, w pracy i w autobusie znów będzie okazja do dyskusji. Rychło pojawią się podwórkowi mędrcy, kolejowi eksperci, znawcy infrastruktury i ludzkiej psychiki. Potępią, skrytykują, kogo trza skażą na stos, po czym westchnąwszy głęboko wrócą do EURO 2012, bo też umiar zachować należy i nie wolno zanadto pozwolić ponosić się emocjom.
Rangę tragedii podniosą też władze, które w osobach najwyższych dostojników państwowych natychmiast – choć to przecież sobotni wieczór – pojawią się na miejscu, gdzieś w szczerym polu. W prowincjonalnym błocie, które dotąd utrwalało co najwyżej ślady gumiaków sołtysa i podków jego szkapy, teraz nagle odciskają podeszwy lakierków Prezydent, Premier, Rada Ministrów, pomniejszych przedstawicieli administracji nie licząc.
Oficjele wprawdzie w akcji ratunkowej nie pomogą, ale gwarantują sprawny jej przebieg. Tu i ówdzie palcem pogrożą, po czym w świetle polowych jupiterów z marsowymi minami skarcą odpowiedzialnych, ofiarną postawę miejscowych kmiotków docenią, a poszkodowanym obiecają złote góry, koce i ciepłą herbatkę.
Choć w katastrofie zginie tyle ludzi, ile ofiar przyniesie przeciętny weekend na drogach krajowych, litość i współcierpienie dygnitarzy wymagać będzie wprowadzenia kilkudniowej żałoby narodowej, opuszczenia do połowy flag na masztach i jeszcze bardziej posępnych niż zazwyczaj gąb.
W kraju zapanuje do środy wielka smuta. Komercyjne stacje radiowe grać będą smętne ballady, portale internetowe przybiorą czarno-białe szatki, a redaktorzy wyrażą jakże szczere żale, składając na ręce rodzin niekłamane kondolencje. A od czwartku znów nastanie szarzyzna i powszedniość. Byle do następnej tragedii.
Pełny dwugłos czytaj w"Szmaterloku"


Komentarze
Pokaż komentarze