Jadowitym piórem Jadowitym piórem
190
BLOG

Eurobzik

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Rozmaitości Obserwuj notkę 0

Uwielbiam tę jarmarczno-odpustową atmosferę; wysyp narodowych symboli, fałszywe zawodzenia stadionowych trąb, sięgające zenitu emocje, żółte i czerwone kartki, „Pooolskaaa, biało-czeeerwoniiii”, „Legia to stara ku…”, mazurek Dąbrowskiego.

Na trybunach Pan Prezydent, Pan Premier, Rada Ministrów w komplecie – wszyscy z obowiązkowymi szalikami. Pod nowiutkimi stadionami zaparkowane rządowe limuzyny z wywieszonymi zza ciemnych szyb chorągiewkami, na lusterkach kondony w narodowych barwach.

A przed szklanymi ekranami, uosabiający majestat Rzeczpospolitej, rozłożony wygodnie w fotelu, wygłodniały jakiegokolwiek sukcesu (z braku innych dostępnych, dobry jest i sportowy), przegryzający kartoflane chipsy, zalewający brzucho piwem i popierdujący od czasu do czasu on, Naród.

Jeszcze tylko piętnastominutowy blok reklam (przyzwyczailiśmy się do nich niezauważalnie, jak do peerelowskiej beznadziei) i Naród ów znów uwierzy, że tym razem będzie lepiej, że jeszcze im kopytami naszej jedenastki dokopiemy, że niczym husaria pod Wiedniem polskie orły w korko-trampkach rozdepczą przeciwnika, że... w Imię Ojca i Syna, Matko Boska Częstochowska, wstawiaj się za nami.

Gwizdek sędziego rozpoczyna wreszcie wspólne kibicowanie, wspólne przeżywanie. Wpadające do naszej bramki następne gole wzmacniają braterskie więzi, kolejny kufel złotego płynu skraca dystans wobec sąsiada tak, że za moment jego łzy przegranej stają się moimi. Pod koniec zaś nic tylko „trzaska koszula, tu szwabska kula, tu, popatrz, blizna”.

Nic dziwnego, że importowane z Zachodu tzw. strefy kibica rozpleniły się po kraju, jak – nie przymierzając – amerykańska stonka. Poza funkcją okiełznania emocji, są przecież dla organizatorów niezłą okazją do zarobku. Który z celów zrealizowała strefa w Tarnowskich Górach? Obawiam się, że żadnego.

Telebim, który nie zadziałał, to jednak tylko wierzchołek góry lodowej – problem techniczny, zdarza się. Fatalnie było jednak już od początku. Burmistrz Arkadiusz Czech, który z banerów zapraszał na imprezę (i któremu miało się pierwotnie oberwać za wtopę), musiał kategorycznie wystąpić do organizatorów z żądaniem usunięcia swojej, bez zgody użytej, podobizny.

Ci natomiast, zupełnie niezrażeni błędem, postanowili pójść na całość i przygotowali wydarzenie masowe z pominięciem wymogów i stosownych pozwoleń. Słowem, tarnogórska strefa kibica została otwarta nieprawnie.

Ale co tam przepisy, można je obejść. Zorientowawszy się w problemie, organizator zdecydował rozwiązać go „po polskiemu”. Obok telebimu, który wreszcie uruchomiono, ponoć zawiesił kartkę z… zakazem oglądania. W efekcie mecz się toczy, w ogródku siedzą kibice, ale nikt nie śmie spoglądać na ekran, bo właściciel zabronił.

Sprytnie, nieprawda? Trochę jak ze spotem reklamowym piwa bezalkoholowego. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wymowne mrugnięcie okiem.

Swoją drogą ciekawi mnie, jak zachowa się burmistrz i podlegli mu, odpowiedzialni za bezpieczeństwo urzędnicy, bo sprawę chyba należałoby wyjaśnić. A może przestraszą się wpływowego biznesmena i impreza masowa rozejdzie się, jak ból po kościach…?

więcej na: SZMATERLOKu

Kamil Łysik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości