Przyglądając się bacznie dyskusji na temat Górnego Śląska, należy stwierdzić, że jest to chyba jedyny problem Rzeczpospolitej, który łączy polityków ponad podziałami. W sytuacji wojny na górze, którą przed kilku laty zainfekowano również doły, wypadałoby się cieszyć z każdej płaszczyzny porozumienia. Niestety, niniejsza zasadza się na ordynarnej ignorancji faktów historycznych.
Kolejnemu jej przykładowi mieliśmy okazję przyjrzeć się przed tygodniem, podczas ostatniej odsłony tragifarsy pt. „Powrót Śląska do Macierzy”, kiedy to zorganizowano w Katowicach „huczne” obchody dziewięćdziesiątej rocznicy włączenia drobnego fragmentu Górnego Śląska do Polski.
Pal sześć, że na organizację wydarzenia wojewoda śląski nie dostał pieniędzy z Warszawy i musiał ich za pięć dwunasta gorączkowo poszukiwać; że premier– przelotem, w drodze z Pragi do Gdańska (mecz, mecz!) – był łaskaw na kilka chwil zaszczycić tubylców swą obecnością; że na placu Sejmu Śląskiego w Katowicach znajdowali się głównie urzędnicy pobliskich instytucji (których z powodu fatalnej frekwencji w ostatniej chwili zwolniono zza biurek).
Gorzej, że w kraju – który przed ponad dwudziestu laty pożegnał się z reżimem opartym na kłamstwie, kraju – którego Prezydent i Prezes Rady Ministrów są z wykształcenia historykami, kraju – szczycącego się poszanowaniem tradycji i odrębności wszelkich możliwych (nawet najbardziej egzotycznych) mniejszości – że w tym kraju sprawujący władzę nadal posługują się propagandą i manipulują faktami.
Ileż to razy słyszeliśmy już o trzech powstaniach, jako oddolnym ruchu uciemiężonych przez Prusaków polskich Ślązaków, nie słysząc jednocześnie, że kierownictwo powstań przyjechało w komplecie z Wielkopolski? Ile razy powtarzano brednie o tym, że Śląsk znajdował się pod zaborami, przemilczając, że odpadł od Polski w połowie XIV w.?
A opowieści o Piastach, którzy w śląskich księstwach panowali do XVII stulecia, co ma rzekomo potwierdzać polskość regionu? Zna je ze szkoły każdy Polak, nie wiedząc jednocześnie, że ostatni Piastowicze posługiwali się na co dzień językiem niemieckim, ponieważ uczestniczyli w niemieckiej kulturze, (czego przykładem choćby imiona ostatnich przedstawicieli rodu: Christian, Wilhelm, Fryderyk).
A to, jak podczas plebiscytu w 1921 r. podli „Giermańcy” zwieźli na Górny Śląsk mieszkających w głębi kraju, a urodzonych w tym regionie Niemców, żeby przechylić szalę na swoją korzyść? Toż to klasyk rodzimej polityki historycznej, która zarazem milczy, że strona polska ochoczo podchwyciła pomysł i wyraziła nań zgodę, licząc, że to jej uda się Śląsk „czapkami zarzucić”…
Komu mało przykładów, niech powęszy w źródłach. Wracając zaś do zeszłotygodniowych uroczystości – świętowanie rocznicy przyłączenia części Górnego Śląska do Polski jest możliwe wyłącznie z polskiej perspektywy i nie ma nic wspólnego ani z interesem regionu, ani prawdą historyczną.
To Rzeczpospolita otrzymała przed dziewięćdziesięcioma laty wąski pas ziemi obfitej w surowce i o bogatej infrastrukturze. Górny Śląsk natomiast nie zyskał na przyłączeniu nic, a podział jednolitej pod każdym względem krainy okazał się jedną z wielu pomyłek możnych tego świata. Na fatalne skutki rozbioru wskazywał tuż po jego dokonaniu jedyny śląski noblista z dziedziny literatury, Gerhart Hauptmann. Niestety, opinia wybitnego dramaturga do polskiej opinii publicznej nie może przedostać się po dziś dzień.
Kamil Łysik


Komentarze
Pokaż komentarze (5)