0 obserwujących
30 notek
21k odsłon
  256   0

Zwierzenia niemieckiego menadżera

Ostatnie kłopoty słynnej niemieckiej firmy Volkswagen sprawiły, że przypomniały mi się rozmowy, jakie mialem tysiace kilometrów od Europy. 

W Szanghaju spotkałem Niemca, który na dodatek mówił całkiem nieźle po polsku! Na początku on nie wiedział, że jestem Polakiem, więc gadaliśmy po angielsku. Jak już się trochę lepiej poznaliśmy i można powiedzieć zaprzyjaźniliśmy, to ja się go spytałem, dlaczego przeniósł się do Chin, bo przecież był jednym z dyrektorów w Niemczech w firmie Bosch.

No i on mi na to, że po prostu nie mógł już wytrzymać skostnienia, jakim cechują się obecnie firmy niemieckie. Tego, że wszyscy trzymają się utartych schematów, że na dobrą sprawę nie da się nic nowego sensownego wprowadzić, bo natychmiast znajduje się tysiace przeszkód. Mówił mi - on, Niemiec - mówił z żalem, że mimo pozorów efektywności, gospodarka niemiecka, jeżeli nic się nie zmieni zmierza ku stagnacji, a co za tym idzie, ku upadkowi.

Przeciwstawiał to współczesnym Chinom, gdzie obecnie pracuje w chińskiej firmie. Mówił, że nowe pomysły wdraża się szybko, że Chińczycy chętnie podejmują ryzyko nowych wdrożeń, że one nie zawsze się udają, ale jest ogromny ruch, parcie na innowacje, na nowe pomysły. I mówił, że dzięki temu ta gospodarka się rozwija, nie bez przeszkód, ale jest niezwykle żywotna i prze do przodu.

To może zdanie jednego sfrustrowanego niemieckiego menadżera, któremu w jego ojczyźnie nie wyszło, ale może też o czymś świadczy.

Acha, zapomniałem napisać - Niemiec mówił całkiem dobrze po polsku, bo miał polską żonę.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale