Mamy trzy odmiany/stopnie demokracji: ćwierć demokrację z ordynacją proporcjonalną; pół demokrację z ordynacją większościową oraz pełną demokrację z realnym i czynnym prawem rozstrzygania spraw publicznych przy pomocy referendum. W przypadku tej ostatniej odmiany ordynacja wyborcza nie ma znaczenia. W każdej chwili można ją bez problemu zmienić.
My niestety „mamy przyjemność” praktykować najgorszą odmianę demokracji – z ordynacją proporcjonalną. System ten nie daje nam nadziei ani na dobre dziś ani tym bardziej na dobre jutro. Cechują ją m. in. następujące groźne wady:
Demagogia i populizm podstawą decyzji wyborczych. Decyzję o tym, które ugrupowanie ma nami rządzić, podejmujemy nie w oparciu o merytoryczną analizę programów i możliwości ich realizacji lecz w oparciu o ogólnikowe dobrze brzmiące hasła, obiecanki i niekoniecznie prawdziwą antyreklamę konkurentów. Podstawowe znaczenie dla uzyskania mandatu władzy ma marketing polityczny.
Blokada działań długofalowych. Wszyscy wiemy, że dla zapewnienia sobie/firmie/instytucji szansy na rozwój i danie nadziei na dobre jutro trzeba dzisiaj zakasać rękawy i ostro pracować, ograniczyć konsumpcję i inwestować w przyszłość. Życie z dnia na dzień to beznadzieja. Niezbędne są plany długofalowe. System demokracji przedstawicielskiej na to nie pozwala. Czteroletni cykl wyborczy powoduje, że ugrupowanie które wygrało wyścig po władzę nie może sobie pozwolić na ŻADNE projekty długofalowe. Ograniczenie opieki państwa nad obywatelami, chwilowe zaciśnięcie pasa dające szanse na sukces w przyszłości nie wchodzi w rachubę. Taka polityka skazuje ugrupowanie na pewną porażkę w kolejnych wyborach. Grupa trzymająca władzę czyni wręcz przeciwnie. Dla częściowego wypełnienia swoich obiecanek przedwyborczych wpędza nas w dodatkowe zadłużenie. Rządzenie w tym systemie polega na gaszeniu pożarów i odpieraniu ataków konkurentów.
Brak możliwości realnego nadzoru suwerena nad poczynaniami rządzących pomiędzy wyborami. Przepisy prawne o konsultacjach społecznych i referendach są tak napisane, że praktycznie nie można z nich skorzystać. Jest to martwe prawo. Grupa trzymająca władzę zgodnie z powiedzeniem: „Bliższa koszula ciału” – dba, bez zbędnego skrępowania, przede wszystkim o swoje interesy a nie o jakiś interes ogółu.
System demokracji bezpośredniej ogranicza a nawet wręcz eliminuje w/w mankamenty demokracji przedstawicielskiej. System z ordynacją większościową i JOW-ami NIE.
Potwierdzeniem tego są m. in. najnowsze wydarzenia w ojczyźnie JOW-ów USA. Prezydent Bush junior zastosował świadomie kłamstwo po to by zaspokoić „prośby” lobbystów wojny z Irakiem. Prowadzi ją latami i płaci za nią „w imię dobra ogółu” tysiącami istnień ludzkich i miliardami z państwowej kasy. W systemie DB takie poczynania nie są możliwe. Zadowolenie obywateli USA ze swojej władzy waha się od ok. 10 do 60 procent - w kraju Helwetów nie spada poniżej 70!
20 lat temu Bush senior ubiegał się w USA o powtórną elekcję. We Wrocławiu krasnale „pomarańczowej alternatywy” popierały tę kandydaturę. Paradowały po ulicach Wrocławia z transparentem: „Lepszy busz niż tajga”. Dzisiaj na transparentach należy umieścić hasło: „Lepsze Berno niż Waszyngton!”
Demokracji bezpośredniej w czystej postaci w czterdziestomilionowym społeczeństwie nie można zastosować. Do bieżącego kierowania sprawami publicznymi trzeba delegować fachowców na zasadzie otwartego konkursu. Dobrym narzędziem wyborczym jest ordynacja większościowa. Nie mamy lepszej alternatywy niż DB + JOW-y .
Szanowni woJOWnicy. Ażeby ograniczyć przywileje elit rządzących i sprawować nad nimi realną kontrolę trzeba wielomilionowego poparcia społecznego. Jak doskonale wiecie jest to zadanie heroiczne. Jeśli się podejmujemy inicjatywy takiego projektu to powinniśmy iść razem na całość.


Komentarze
Pokaż komentarze