spotkały się. Berety to mi tu za bardzo nie pasuje, ale dodam, że moherowe (skadinąd: moher to bardzo kosztowna wełna z kóz angorskich, w produkcji której specjalizuje się RPA, tak jak kaszmir z kóz kaszmirskich, ale pal diabli ze znajcami z trybun sejmowych) żeby wszystko było jasne.
Natomiast czapeczki to onegdajsza pomarańczowa alternatywa, lubiaca przebierać się za krasnoludków także.
Kiedyś mieli wspólnego wroga. Było nim ZOMO, aczkolwiek już wówczas dał się zauważyć lekceważący stosunek czapeczek do beretów. Berety gromadziły się "każdego 13" w różnych miejscach i piały a to "Boże coś...", a to "Ojczyzno ma". I trwało to, dopóki ZOMO nie przegoniło...
Czapeczki przodowały w róznych głupich happenigach, które wg. ich mózgu miały odmienić kraj...
A teraz ZOMO nie ma i co... Zarówno czapeczki jak i berety znalazły sobie nowego wroga... Wrogiem stali się jedni dla drugich... i spotkali się na Krakowskim przedmieściu...




Komentarze
Pokaż komentarze (2)