Paraszuting, czyli spadochroniarstwo to sport polegający na wykonywaniu skoków z samolotu, by przy pomocy czaszy zwanej spadochronem wylądować w ściśle określonym miejscu. Istnieje również odmiana polegająca na wykonywaniu przez „delikwenta” akrobacji powietrznych na dużych wysokościach. Podczas tych akrobacji spadochron jest nie rozłożony…
A paraszuting polityczny? Jest to działalność polityczna polegająca na wykorzystywaniu procedur demokracji np. wyborów ale nie na terenie swojego zamieszkania ale na obcym, nie znanym politykowi terenie…
Co kieruje polityka ku tak desperackiemu aktowi? Niekiedy jest to wynikiem jego ułańskiej fantazji, brawury, przeceniania swojej wartości. Niekiedy przyczyną uprawiania przez polityka paraszutingu jest swego rodzaju infamia, jaką się cieszy na swoim terenie. Niekiedy zaś wola partii, a ściślej jej szefa, z którą polityk musi się liczyć. Ot, to polityka wiąże, co prezes partii mu nakaże.
W mieście Łodzi także paraszuting był i jest uprawiany. Nie chodzi o ten sportowy, którym słynął Lublinek, ale o paraszuting polityczny. Paraszuting polityczny w mieście Łodzi uprawiany jest tak na niwie parlamentarnej, jak i na niwie samorządowej. Jego początki sięgają pięknych lat dwudziestych ubiegłego stulecia.
Pierwszym takim chojrakiem, który odważył się skoczyć na łódzką niwę polityczną był ni mniej ni więcej tylko sam Wojciech Korfanty… Tak, tak, to on bohater Górnego Śląska i niezłomny żołnierz w walkach o polskość tych ziem. W roku 1922 wybrał miasto Łódź jako okręg wyborczy, w którym stanął do walki o mandat poselski, z powodzeniem zresztą. Co go do tego skłoniło? Obawiam się, że mało kto da wiarę twierdzeniom, że skłoniła go do tego niesława jaką okrył się podczas III Powstania Śląskiego. Podobno sprzedał wówczas tytuł prasowy, a więc narzędzie w walce o zachowanie polskości wydawnictwu niemieckiemu. Tu każde słowo pisane przez Polaka dla Polaków się liczyło, a on sprzedaje niemieckojęzycznemu kapitałowi gazetę. Niezbyt wysoko też oceniano przejawianą przez niego koncepcję walki zbrojnej w III Powstaniu. Korfanty traktować miał je zaledwie jako manifestację zbrojną a nie drogę do wyrwania całego Górnego i Opolskiego Śląska z rąk niemieckich i przyłączenia do macierzy dlatego też czuwał, aby powstańcy nie uczynili Niemcom zbyt wielkiej krzywdy. Wszystko to i fala krytyki ze strony niezbyt odległych (działaczy NPR), ale zawsze przeciwników politycznych sprawiła że Korfanty w przeddzień wyborów, jesienią roku 1922 nie czuł się zbyt dobrze na Górnym Śląsku i postanowił kandydować z innego okręgu wyborczego. Jego wybór padł na miasto Łódź.
Paraszuting polityczny w Łodzi pojawia się po dłuższej przerwie spowodowanej brakiem demokracji dopiero w latach 90-tych XXw. W roku 1993 spadochroniarzem był tu sam Ludwik Dorn, który wygryzł z liderowania na liście kandydatów, a później w ogóle z kandydowania do Sejmu śp Andrzeja Kerna. Nie zdobył wówczas mandatu poselskiego, podobnie jak całe Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego, z listy którego kandydował.
Prezes już nie PC ale PiS-u najwidoczniej obrał sobie miasto Łódź jako wygodne poletko do uprawiania paraszutingu politycznego. Sam się na to co prawda nie odważył ale wykazywał niezwykłą troskę, aby jego podopieczni polityczni trudnili się spuszczaniem na spadochronie na okręg łódzki. Podobnie jak Korfanty ślązaczka de domo, a warszawianka (chyba) z wyboru, z nakazu prezesa Kaczyńskiego startowała w mieście Łodzi w wyborach parlamentarnych w 2007 roku. Uzyskała mandat poselski, kandydując jako lider listy PiS w okręgu łódzkim i otrzymując 41 171 głosów. Czy łodzianie cokolwiek zyskali na posłowaniu z Łodzi tej dziennikarki, nie nam oceniać… Nie była jednak pierwszą kobietą spuszczoną na ziemię łódzką przez prezesa Kaczyńskiego, kiedy bowiem obejmowała mandat poselski łodzianie odetchnęli z ulgą z racji opuszczenia Łodzi przez panią wojewodę przywiezioną na Piotrkowską z miasta Lublina.
Zdarzają się niekiedy przypadki łączenia spadochroniarstwa politycznego z inną dyscypliną sportową jaką jest baloniarstwo. Oto przykład. Pewien łódzki polityk (nomina sunt odiosa) obrażony na Łódź i jej mieszkańców nadął się jak balon i uniósł w powietrze by wylądować jako kandydat-spadochroniarz na Ziemi Lubuskiej.
Paraszuting polityczny nie był i jak się okazuje nie jest uprawiany wyłącznie w sferze parlamentarnej. W mieście Łodzi uprawiany był onegdaj także na niwie samorządu miejskiego. W roku 1927, łódzka PPS pobita w wyborach samorządowych cztery lata wcześniej, nie mogąc znaleźć w swoim gronie godnego przywódcy i zarazem kandydata na prezydenta miasta sięgnęła po rezerwy warszawskie. Wolnym i bez przydziału był były minister rządów przedsanacyjnych B. Ziemięcki. On to przyfrunął na spadochronie politycznym ze stolicy i objął liderowanie listy PPS-u. Po wygranych wyborach, w których PPS w koalicji z mniejszościami narodowymi zdobyła większość mandatów w Radzie Miasta Łodzi, to właśnie Ziemęckiego wybrano na prezydenta miasta. Był nim ten warszawski spadochroniarz półtorej kadencji, a sprawy miejskie zostawił w opłakanym stanie, jako że będąc przybyszem z innego miasta kompletnie nie orientował się w sprawach łódzkich. Zadłużone miasto popadło w pierwszy w historii zarząd komisaryczny.
Paraszuting polityczny w Łodzi jest praktykowany i dziś… Dziś również prezes jakiejś tam partii zafundował nam zrzut kandydata rodem z obcej ziemi… Kiedy będziecie się wyborcy zastanawiali nad jego walorami pamiętajcie, że w przeszłości miasto Łódź doświadczyło już niejednego zrzutu politycznego. Korzyści z tego zrzutu dla miasta i jego mieszkańców nie było żadnych.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)