Piękny wieczór sportowy dobiega końca. Kiedy Możdżeń huknął na 3:1 krzyknąłem na całego, tak jak za dawnych czasów, kiedy to mój Widzew grał z Manchesterem, najpierw City, a kilka lat później z United. Nasz jedynak w pucharach spisuje się całkiem, całkiem. Co prawda mam żal, że to nie w LM, ale zawsze…
Pamiętam, że jako trzynastolatek wściekły byłem, że tvp nie przeprowadziła transmisji z meczu w Manchesterze, ze stadionu na Maine Road, żeby Łódź nie musiała się wstydzić za drużynę z wschodniego przedmieścia Łodzi. Nawet transmisję radiową obcięto do pierwszej połowy (0:1) i na końcowy wynik, tak wspaniały jak na mecz pucharowy trzeba było czekać do 23 z minutami.
Do dziś pamiętam charakterystyczny głos red. Wojciechowskiego z Radia Łódź, który po wejściu na antenę długo, długo nie podawał wyniku i dopiero po tym długim wstępie usłyszeliśmy:
- „Ach, ten Widzew!"
Nikt się wtedy nie spodziewał, że Widzew zremisuje tam, na Maine Road… 2:2 po dwóch golach Bońka. Po bezbramkowym remisie w Łodzi MC został wyeliminowany.
Trzy lata później Widzew wyeliminował MU po strzale K. Surlita, który później telewizja BBC miała pokazywać całą jesień, na zmianę z relacjami o Solidarności. Obydwa mecze i w Manchesterze i w Łodzi oglądało po 40 tys. Widzów, tak jak dzisiaj w Poznaniu.
Dziś Lech wygrał 3:1 i wielu mogło krzyknąć: "Ach, ten Lech!"
Bardzo bym chciał krzyknąć, oglądając mecz Ligi Mistrzów… może „Ach ten Widzew! a może „Ach ten Lech!"
Inne tematy w dziale Rozmaitości