Wybrałem się, żeby odpocząć w mój cichy zakątek. Nie byłem tam od września, czyli pierwszych oznak kampanii wyborczej...
I oto niespodzianka w tym lesie niezbyt miłym o tej porze roku, pełnym opadłych liści i igliwia modrzewiowego. Po grzybach juz ani śladu, choć podobno miejscowi znajdują gdzieś na piaszczystej górce gąski...
U mnie natomiast wyrosło sobie kilka łodyg malin... w cieniu, po północnej stronie, tam gdzie słońca prawie wcale... Ostatnio patrzyłem na nie z politowaniem, i na te zawiązki owoców na przełomie sierpnia i września.
Ale teraz na tych łodygach z zżółkłymi liśćmi czerwieniły się wspaniałe, dojrzałe maliny... Niewiele ich było, ale zawsze ten spodeczek się uzbierało... No i tak sobie siedziałem pod łysym modrzewiem i dębem i zajadałem chrupiące bezy ze świeżymi, zimnymi, listopadowymi malinami...
Inne tematy w dziale Rozmaitości