Tuż przed rozpoczęciem ciszy wyborczej zamieściłem tu na blogu oświadczenie polityczne wydane przez szefa KWW Wspólnota Łódzka Jana Waliszewskiego. Oświadczenie to ukazało się także w wielu innych miejscach. Czym było to spowodowane? Otóż, było ono spowodowane zamętem politycznym zasianym w końcówce kampanii wyborczej przez kandydata na prezydenta Łodzi Prof. D. Sankowskiego i środowisko Ruchu Przełomu Narodowego.
A było to tak: dnia 17 listopada br. Tuż przed debatą na PŁ pan Litwinowicz – szef łódzkiego RPN wręczył mi pismo, zatytułowane "List otwarty do PT Mieszkańców Łodzi oraz przedstawicieli organizacji prawicowych", którego autorem był prof. Sankowski. Najistotniejsza treść listu była następująca:
„Mając świadomość konieczności realizacji przedstawianego przeze mnie programu dla Łodzi, jestem jednocześnie świadom zagrożeń, jakie może powodować rozbicie głosów prawicowego elektoratu, szczególnie w wyborach prezydenta Łodzi.
Rozbicie głosów może doprowadzić do przejęcia władzy w naszym mieście przez środowiska liberalno-lewicowe.
W tej sytuacji uważam za obowiązek porozumienie się, co do wskazania wspólnego kandydata patriotyczno-katolickiego w wyborach prezydenta Łodzi. Spoczywa on jednak w równej mierze na mnie, jak i na innych osobach: reprezentującym ŁPO p. Włodzimierzu Tomaszewskim, przedstawicielu PiS p. Witoldzie Waszczykowskim i p. Jacku Kędzierskim, przedstawicielu LPR.
Poprzednio podejmowałem inicjatywę zmierzającą do powyższego porozumienia – niestety bezskutecznie.
Apeluję więc po raz kolejny i w obecnej sytuacji ostatni do władz PIS i ŁPO o podjęcie natychmiastowych rozmów mających na celu wyłonienie jednego wspólnego kandydata w wyborach prezydenta Łodzi – określenia zasad dalszej współpracy.
W przypadku dojścia do porozumienia, zarówno ja sam, jaki i popierający mnie komitet wyborczy RPN jesteśmy gotowi do wycofania zgłoszonej kandydatury. Podobnych działań oczekujemy od komitetów wyborczych PIS, ŁPO, LPR oraz popieranych przez nich kandydatów.”
A zatem, ni mniej, ni więcej tylko przejęty swoją rolą prof. Sankowski zapowiadał swoją rezygnację z kandydowania na urząd prezydenta Łodzi i wezwał do tego również trzech innych prawicowych kandydatów, czyli mnie, W. Tomaszewskiego oraz W. Waszczykowskiego. Rezygnacja czterech kandydatów prawicowych w przededniu ciszy wyborczej miała być zdaniem tego człowieka jedyna droga do wyłonienia wspólnego kandydata prawicy. Kto miałby nim być? – to wie tylko prof. Waszczykowski. Być może tym kandydatem miał być jego laptop - pomyślałem wówczas.
Przez cały czas debaty, siedząc obok prof. Sankowskiego miałem odczucie, że moim sąsiadem jest człowiek kompletnie rozstrojony psychicznie i być może z powodu trudów kampanii wyborczej, niezdolny do podejmowania i proponowania innym racjonalnych zachowań politycznych.
Powzięcie informacji o sianiu zamętu przez RPN i prof. Sankowskiego spowodowało wydanie wyżej wspomnianego oświadczenia.
I proszę sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy dziś, zaglądając na said RPN Łódź znalazłem tam cytowany list otwarty ale ze zmienionym w sposób zasadniczy zakończeniem.
Oto to zakończenie:
„W przypadku dojścia do porozumienia, zarówno ja sam, jaki i popierający mnie komitet wyborczy RPN jesteśmy gotowi do wycofania zgłoszonej kandydatury. Podobnych działań oczekujemy od komitetów wyborczych PIS, ŁPO oraz popieranych przez nich kandydatów.”
Wynika z tego jednoznacznie, że genialny plan prof. Sankowskiego i RPN Łódź polegał na tym, że rezygnują z kandydowania trzej kandydaci prawicy, czyli on, Tomaszewski i Waszczykowski. Takiej rezygnacji nie oczekiwał on ode mnie, kandydata popieranego przez LPR, z KWW Narodowo-katolicka Wspólnota Łódzka – Jacka Kędzierskiego, a zatem to ja miałem być jedynym wspólnym kandydatem łódzkich ugrupowań prawicowych na prezydenta Łodzi. Niestety, genialny plan profesora Sankowskiego nie doczekał się realizacji. Może to i dlatego, że ja go nie znałem, tj. znałem ale przedstawioną mi na piśmie wypaczoną jego wersję, tak absurdalną, że autora planu można było podejrzewać o postradanie zmysłu politycznego.
I tak oto prawica łódzka nie wyłoniła jednego, wspólnego kandydata, a do drugiej tury przeszli kandydat liberalny i socjaldemokratyczny.
Ach, gdyby nie ten lapsus na papierze… jakże mogło być pięknie.
Inne tematy w dziale Polityka