Pierwsze informacje były zabawne: mężczyzn ma być mniej niż 35%, a kobiet ma być wiecej niż 35%... Mniej więcej... (tu przypomniało mi się dowcipne definiowanie owego "mniej więcej" dokonane przez pewnego majstra na budowie; ponieważ definiocja zawierała określenia anatomiczne - nie będę cytował), bo tak naprawdę, to przy okręgu 11 mandatowym 35 % to 3,85 człowieka/kandydata... ile to jest mniej niż 3,85% chyba 3... a więcej niż 3,85 człowieka/kandydata? chyba 4. Nie znam jeszcze dokładnie tekstu uchwalonego przez posłów Kodeksu Wyborczego ale już po tych pierwszych informacjach widać, że to idiotyzm... Gdyby treść ustawy była właśnie taka, list wyborczych nie dałoby się zbudować...
Obserwując udział kobiet w polityce dostrzegam, ze problem leży gdzie indziej... kobiet znających się na polityce jest w Polsce (i nie tylko) mało, dużo mniej niż mężczyzn... tak na prawdę znających się na polityce, a nie tylko na poziomie kawiarnianych dyskusji... A jeżeli do polityki garną sie kobiety, to rzadko są to kobiety, które mężczyźni widzieliby w polityce najchętniej: spełnione życiowo, tj. żony i matki.... (brytyjska Żelazna Dama). Najcześciej są to kobiety w ogóle nie spełnione rodzinnie, albo spełnione w sposób małoudany - jakieś stare panny, albo samotne rozwódki, które porażki życiowe chcą sobie zrekompensować udziałem w polityce...
Przewiduję masę nieszczęścia, jeżeli ten Kodeks Wyborczy wejdzie w życie... pamiętajmy, że w okręgu 10 mandatowym te 35% to już 40%... Minimum cztery kobiety chetne do kandydowania trzeba znaleźć, aby utworzyć listę kandydatów do Sejmu w 10 mandatowym okręgu wyborczym...
Inne tematy w dziale Polityka