Urodziłem się 48 lat temu w drugą rocznicę zaprzysiężenia Kennediego, w połowie epoki gomułkowskiej i prawie w setną rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego...
W kalendarzu była cyfra 20, tyle samo na termometrze, oczywiście z minusem... na zegarze podobno piąta z minutami.... i podobno była wtedy niedziela... rozejrzałem się wokół - wszędzie było biało, ale jeszcze kiedyś będzie wesoło i kolorowo... - tak sobie pomyślałem...
I taką nadzieję mam do dziś...
Z tej okazji życzę sobie długich lat życia... a kiedy będę kiedyś umierał, to modlę się do Boga, żeby jeszcze nieprędko i ażebym nie robił tego z krzykiem "ku.........!!!!!!!!!!" na ustach...
Inne tematy w dziale Rozmaitości