Wszczęto ni stąd ni z owąd jazgotanie i ujadanie przeciwko Cezaremu Grabarczykowi – Ministrowi Infrastruktury i łódzkiemu działaczowi PO.
Pan Joński, który rok temu wykończył na łódzkiej scenie politycznej Kropiwnickiego, tym razem obrał sobie inny cel. Tym celem jest właśnie Minister Grabarczyk.
Ja bym tu ujadanie był w stanie zrozumieć, gdyby chodziło w nim o efekt działań ministra infrastruktury, ale to nie o to Jońskiemu chodzi. O efektach działań Grabarczyka rozmawiać trudno… odziedziczył on sytuację w infrastrukturze niełatwą i zmaga się z kłopotami rozlicznymi. Rzecz ciekawa, że sprawcami tych kłopotów są persony dość bliskie Grabarczykowi politycznie i ideowo. Ot, chociażby taki Kuczyński na początku lat 90-tych lansował tezę, jakoby transport kolejowy jest czymś przestarzałym. Z kolei 10 lat później niejaki Buzek wprowadził reformy, skutkujące aktualnym katastrofalnym stanem na kolei… W nagrodę partia, której Grabarczyk jest działaczem wylansowała go na przewodniczącego europarlamentu…
Joński wyliczył, że Grabarczyk pociągnął za sobą z miasta Łodzi 33 osoby, które ulokował na liczących się posadach w ministerstwie i jego okolicach…
Dołączyły do Jońskiego przedstawicielki innych formacji, które jęły zarzucać Czarusiowi nepotyzm i kumoterstwo. Tu zarzuty to kula w płot, bo nepotyzmu w polityce personalnej Grabarczyka ani śladu (Nepotyzm (łac. nepos wnuk, bratanek) – faworyzowanie członków rodziny przy obsadzaniu stanowisk i przydzielaniu godności.) , jak również kumoterstwa (kumoterstwo – wzajemne popieranie się ludzi związanych przynależnością do jakiejś grupy czy pokrewieństwem, zwykle dla osiągnięcia pozycji społecznej lub korzyści materialnych, nie opierające się na ocenie wartości tych osób, lecz na fakcie znajomości.) Po prostu zebrał Grabarczyk w mieście Łodzi zespół ludzi znających się na zagadnieniach infrastruktury i zabrał ze sobą do stolicy – to wszystko co wynika z ujadania Jońskiego i całego SLD i nie tylko. Na tym powinna polegać polityka personalna działacza partyjnego, który zostaje ministrem. Korzyści osiąga nie tylko on, ale jak najszerszy krą ludzi z nim związanych… Dzięki temu ludzie widzą sens istnienia partii, dzięki temu partia żyje i się rozwija. Te stanowiska, które otrzymują jej działacze dostarczają jej życiodajnych soków.
W przeszłości obserwowałem partie, które po dojściu do władzy tego nie realizowały. Nie potrafiły zapewnić szerszemu kręgowi członków, czy nawet działaczy aktywnych w ich strukturach stanowisk. Taką partią była np. AWS, w której wewnętrzna polityka polegała nie na wspieraniu ludzi i wyciąganiu ich w górę, na stanowiska, ale na wzajemnym zwalczaniu się. Co się stało z tą partią? Tej partii dziś nie ma…
W przeszłości należałem do partii, której szef zostawszy ministrem na ludzi z regionu nawet nie spojrzał, choć byli wśród nich kompetentni, zdolni, nadający się do powierzenia im stanowisk w resorcie lub jego okolicach. Później szef tej partii został prezydentem miasta i sytuacja się powtórzyła: ludziom ze swojej partii, którzy żyły wypruwali sobie na robocie partyjnej, aby odniósł sukces pokazywał „Kozakiewicza gest”. Dziś tej partii już też nie ma, ludzie z niej poodchodzili, no bo po diabła komukolwiek do takiej partii należeć, która zdobywszy władzę nie zapewnia stanowisk swoim działaczom…
Takim szefem partii i ministrem Cezary Grabarczyk nie jest. Chociaż nie jest mi ideowo bliski uważam go za świetnego polityka, a ujadanie Jońskiego (i nie tylko), tylko mnie w tym utwierdza…
Inne tematy w dziale Polityka