Oto fragmenty wywiadów jakich udzieliły tygodnikowi Niedziela z 20 lutego br. panie Senator Alicja Zając i Ewa Kochanowska – wdowy po Stanisławie Zającu i Januszu Kochanowskim, którzy zmarli w katastrofie smoleńskiej. Dobrze jest przeczytać te wypowiedzi, gdyż wynikają z nich dwa różne podejścia do „sprawy smoleńskiej”.
Senator Alicja Zając: – Hasło „Dzień bez Smoleńska” jest dla mnie, podobnie jak dla wielu rodzin i przyjaciół naszych zmarłych w tej katastrofie, zaskakujące i bardzo bolesne. Myśląc o inicjatorach innych podobnych akcji, mam obawy, że oni nie zastanowili się głębiej nad tym, co proponują. Dobrze, że ten młody człowiek, który to wymyślił, zreflektował się, bo najpierw bał się pokazać twarz, a później wycofał tę inicjatywę. Taka nieprzemyślana nadaktywność nie służy sprawie. Mam nadzieję, że wiele osób będących autorami niegodnych wpisów pod tym hasłem opamiętało się. Chciałabym, żeby pamięć smoleńska trwała nie tylko w nas aż do naszej śmierci, ale przetrwała w następnych pokoleniach. Dlaczego? Ponieważ to nie była normalna śmierć, lecz śmierć w intencji pamięci Katynia, w intencji przypomnienia pozycji Polski w świecie. Przecież na pokładzie samolotu byli również członkowie rodzin polskich oficerów zamordowanych w Katyniu. Dlatego wywoływanie tego typu akcji jest bardzo przykre i dla mnie osobiście niezrozumiałe.
Polska roztrzaskała się o brzozę
Wiesława Lewandowska: – Słyszała Pani o akcji „Dzień bez Smoleńska”? Ponoć ponad 100 tys. internautów poparło tę inicjatywę jednego z internetowych portali, a ochoczo przyłączyli się do niej niektórzy politycy…
Ewa Kochanowska: – Tak, słyszałam i wcale się nie zdziwiłam. Sama bym się chętnie podpisała pod taką akcją!
(...) Chciałam tylko powiedzieć, że rozumiem tych młodych ludzi, którzy mają już dosyć nieustającego medialnego show, jakim stała się katastrofa smoleńska. Ale akcja „Wyłącz telewizję, włącz rozum” także wydaje się godna polecenia. Sama staram się chronić przed zalewem tego „smoleńskiego kretyństwa”, jak tylko mogę. Już właściwie nie oglądam telewizji… Od czasu do czasu sprawdzam tylko kierunki medialnej manipulacji, której poddawane jest społeczeństwo.
(...) Bardzo się obawiam, że właśnie do tego usiłuje się doprowadzić. Przypomnijmy sobie ten nastrój szczerej i spontanicznej żałoby narodowej sprzed kilku miesięcy i metodyczne jej niszczenie. Przecież zrobiono wszystko, by ludzie mieli dosyć nawet krzyża! Wytłumiono i poniżono ten wielki narodowy zryw z pierwszych dni po katastrofie, zniechęcono do głębszych refleksji nad „smoleńską sprawą”…
(...)Moja uwaga wyostrzyła się już kilka godzin po katastrofie, kiedy stacje telewizyjne ogłosiły przyczyny wypadku, a chwilę później była już nawet symulacja przebiegu katastrofy… Obserwowałam, jak państwo polskie rozbija się o zwykłą, niewielką brzozę… (...) Wiele osób pyta rodziny ofiar o to, czy podejrzewają zamach, a odpowiedź twierdząca ma być ilustracją niezrównoważenia lub oszołomstwa. Niedawno pani Magdalena Merta powiedziała, że nie chciałaby, aby okazało się, że jej mąż zginął w zamachu… Tymczasem ja, gdy pomyślę sobie, że mój Mąż musiał zginąć, bo nasze państwo jest dziadowskie, bo był zwykły bałagan, niechlujstwo i brak odpowiedzialności, to już wolałabym, żeby przyczyną okazał się jednak jakiś zamach!
Dlatego, że nie może być tak, nie godzę się na to, żeby tylu wspaniałych ludzi, których znałam osobiście, lubiłam, podziwiałam i szanowałam, którzy mieli dobro Polski we krwi od pokoleń, i tylu młodych na początku drogi życia ginęło i zostało sponiewieranych w tym smoleńskim błocie tylko dlatego, że jakiś „wykształcony z dużego miasta” nie dopełnił swego obowiązku! To dopiero hańba narodowa! To dopiero uwłacza pamięci tych wspaniałych ludzi! Tego nie mogłabym po prostu przeboleć! Jeżeli ludzie giną, bo ktoś jest niedbały, nieporządny, leniwy, bo czuje się bezkarny i zwolniony z obowiązków wobec przeciwników politycznych, to nie można milczeć, trzeba krzyczeć.
Mamy oto stanowisko wobec akcji „Dzień bez Smoleńska”, a tu na tym blogu rozszerzonej do akcji „Luty miesiącem bez Smoleńska”, co niemalże udało się przeprowadzić.
Co do komentarza do tej akcji przychylam się do stanowiska pani Ewy Kochanowskiej, gdyż celem tejże akcji było wyhamowanie medialnego smoleńskiego show, który do znudzenia serwowały nam media...
Pani sen. Zającowa wybrała jednak retorykę, której w żaden sposób nie jestem w stanie pojąć. Twierdzi, że „to nie była normalna śmierć, lecz śmierć w intencji pamięci Katynia, w intencji przypomnienia pozycji Polski w świecie”. Takiej retoryki smoleńskiej nie rozumiem, nie popieram, i chciałbym, żeby na zawsze została usunięta, żeby już nikt nigdy taką retoryką się nie posługiwał. Już samo stwierdzenia, że śmierć była „w intencji”, czy tez była by uczcić inną śmierć rodzi podstawy do stwierdzeń, że ktoś wywołał ją celowo no i pytanie: tylko kto mógł tego chcieć. Rosjanie raczej ofiar Katynia czcić nie chcieli.
Tymczasem wdowa po RPO obawia się, że „jej Mąż musiał zginąć, bo nasze państwo jest dziadowskie”. Nie chciałaby, aby takie były końcowe ustalenia, ale bierze taką możliwość pod uwagę. Nie chciałaby, bo bardziej przystoi, bardziej „chwalebna” jest śmierć w wyniku zamachu niż zgon w następstwie dziadostwa.
A ja tą opinię że w Smoleńsku musieli zginąć, bo Państwo Polskie jest dziadowskie jak najbardziej biorę pod uwagę i właśnie w dziadowskim charakterze Polski pod rządami Tuska upatruję przyczyn katastrofy. W żadnym zamachu, w zadym spisku, tylko właśnie w dziadowskich rządach PO i Tuska upatruje przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tak dziadowsko Platforma Obywatelska (razem z PSL) rządziła Polską, że doprowadziła do śmierci jej Prezydenta wraz z innymi wybitnymi osobami. Czy to uwłacza pamięci zmarłych w katastrofie (wśród nich była moja koleżanka) ? Według mnie nie, a zwłaszcza polega na prawdzie.
To jest ogólna przyczyna katastrofy smoleńskiej. Przyczyny szczegółowe niebawem.
Inne tematy w dziale Polityka