O Adamie Małyszu mówili wszyscy i wszędzie... W pracy, w urzędzie, w przedszkolu, w szkole... podczas imprez rodzinnych itp...
Spotkałem kiedyś człowieka, który negatywnie wypowiadał się o tej dyscyplinie sportu, twierdząc, że w skokach, czy też lotach narciarskich nie widzi niczego interesującego. Pomimo to, podczas każdej transmisji Pucharu Świata obowiązkowo włączał tivi, żeby zobaczyć jak Adam wypadnie... Obowiązkowo też zaliczył Puchar w Zakopanem, aczkolwiek nie dostrzegał w tej imprezie nic ciekawego... Taki po prostu był trend... i on się go trzymał...
Osobiście, od dzieciństwa uwielbiałem transmisje skoków narciarskich, a szczególnie Turniej Czterech Skoczni. Czas świąteczny, talerz makowca na stole i oglądam jak oni skaczą... Taka transmisja to było wówczas jedyne w porze świątecznej okienko na wolny świat. Niestety w Trzech Króli retransmisja była ok. 18.00, czyli wtedy, kiedy szło się do kościoła...
Niestety sukcesów ogromnych nie było... a miejsce Polaka w pierwszej dziesiątce poczytywano za bardzo dobra postawę i sukces. Był oczywiście Fortuna i złoto w Sapporo... Do dziś pamiętam, że kiedy o 7 rano tato budził mnie krzycząc „wstawaj śpiochu złoty medal przespałeś” – nie wierzyłem w to... myślałem, że sobie stroi żarty. Później był jeszcze Józef Łuszczek w biegach i w zasadzie w sportach zimowych to było przez długie dziesięciolecia wszystko. Te nudne dla nas Polaków olimpiady zimowe, czy też Mistrzostwa Świata na których cieszyliśmy się z byle punktowanego miejsca... Grzesiu Filipowski – młodszy kolega z Liceum też niewiele osiągnął...
I później nastała epoka Adama... do którego dołączyła Justyna... Pamiętacie trzy ostatnie olimpiady zimowe? Prawda, że zupełnie inne od poprzednich, bo Nasi byli w czołówce co najmniej dwóch dyscyplin. Albo ostatnie Mistrzostwa Świata... Każdy z nas by chciał, aby ta epoka trwała wiecznie, albo przekształciła się w czasy sukcesów polskich narciarzy...
Jak wielkie było zainteresowanie „społeczne” wynikami Adama Małysza najlepiej świadczy takie oto zdarzenie: kilka(naście) lat temu, chyba podczas Mistrzostw Świata, albo może i Olimpiady... to chyba była Środa Popielcowa (chyba raczej nie niedziela), w godzinach wieczornych tak, że końcówka drugiej serii dobiegała końca już podczas mszy studenckiej, w kościele pełnym wiernych ksiądz głoszący kazanie rozpoczął je tak:
-Moje drogie dzieci, dziś Adam Małysz drugi ... nie złoty, nie brązowy, ale srebrny... Mamy za co dziękować...
To było takie miłe, takie patriotyczne i takie ekumeniczne zarazem...
Inne tematy w dziale Rozmaitości