Jakelo Jakelo
1185
BLOG

To, co wiem o Smoleńsku...

Jakelo Jakelo Polityka Obserwuj notkę 8



Jestem głeboko przekonany, że katastrofa smoleńska była następstwem złego wykonywania władzy wykonawczej w Polsce i że wyłączną winę ponosi rząd PO, czyli D. Tuska.
Naszego zmarłego Prezydenta widziałem raz w życiu. Nic do niego nie miałem... Był to dla mnie odpowiednik Prezydenta Wojciechowskiego z okresu II RP. Tak jak tamten nijaki, bez polotu, bez jakiejś chwały, bez większych zasług. Jeden specjalista od spółdzielczości, drugi od prawa pracy... Podkreślano, że był profesorem prawa pracy, aczkolwiek trudno było coś z jego dorobku naukowego znaleźć... Pomimo to,  mi osobiście nie szkodził, nie przeszkadzał ktoś taki jak on na tym urzędzie. Był sobie, to był, no bo przecież ktoś musi być prezydentem republiki. Nużyło mnie to wyśmiewanie się z jego wyglądu, z jego dykcji, które było wtedy masowe...
    W listopadzie 2008r. przybył do Łodzi na lokalne obchody Święta Niepodległości. Ówczesne władze miasta kazały mu odsłonić tablicę przedwojennego hochsztaplera, nazwiska nie pomnę, który opchnął łódzką elektrownię obcemu kapitałowi, sam przy tym nieźle się obławiając...
Później odbyło się spotkanie z młodzieżą w ŁDK, po którym miała nastąpić uroczystość przy pomniku Piłsudskiego. Uczestnicy gromadzili się na placu, oczekiwano na przybycie Prezydenta. Spotkanie w ŁDK zakończyło się. Pamiętam, że stałem na wprost wyjścia z tego gmachy. Przez ciemne, szklane drzwi dostrzegłem jakiś ruch. Ktoś zbliżał się do wyjścia, potem otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz... Tym kimś był oczywiście Prezydent RP. Sam jak palec opuszczał gmach ŁDK, sam otworzył drzwi i sam, bez niczyjego towarzystwa pokonał kilkadziesiąt metrów do miejsca dla niego wyznaczonego. Przez chwilę spojrzał w moim kierunku i pomachał ręką...
Pomyślałem wtedy na łódzkim placu, że coś to nie gra, że to nie tak powinno być. Prezydent RP nie powinien sam poruszać się w publicznym miejscu... Przecież jakiś szaleniec mógłby odważyć się znieważyć go, naruszyć nietykalność osobistą lub nawet targnąć się na jego życie. Kiedy o tym opowiadałem znajomym, kwitowali to: „Zwariowałeś! A któż by odważył się targnąć na życie Prezydenta”. Późniejsze tragiczne wydarzenie w Łodzi potwierdziło, że taka możliwość istniała...
To wszystko skłoniło mnie do wniosku, że coś nie tak z ochroną Prezydenta, z troską o jego bezpieczeństwo... A o to bezpieczeństwo powinny dbać rządowe służby...  One nie robiły tego w sposób należyty.
Podobnie z „wycieczką do Smoleńska”. W odpowiedzi na wystąpienie Smirnowa usłyszałem ze strony polskiej, że polskie służby nie dokonały lustracji lotniska w Smoleńsku i terenu okolicznego. Nie dokonały, bo ich nie wpuszczono. Może tak i było, ale powinno to skutkować tym, że w ubiegłym roku do Smoleńska nie powinien lecieć ani premier Tusk, ani Prezydent Kaczyński, bo polskie służby  specjalne nie dokonały sprawdzenia lotniska w Smoleńsku i jego okolic.
To było dawno temu, około roku 1990. Na studiach miałem zajęcia z profesorem pasjonującym się policją i organizacją służb specjalnych w nowej Polsce. Opowiadał działalność amerykańskich służb specjalnych przez wizytą w Polsce jakiegoś amerykańskiego polityka... Mówił, że amerykanie lustrowali dokładnie każde miejsce, w którym miał on się pojawić. Wręczono im polskie mapy topograficzne, lecz oni podziękowali, mówiąc, że mają swoje, o wiele dokładniejsze. Z ich pomocą przebadano wszystkie miejsca, w których planowano pobyt amerykańskiego polityka.
Polskie służby lotniska w Smoleńsku nie badały przed wycieczkami tam polskiego premiera i Prezydenta, a pan Klich powiedział, że ich tam nie wpuszczono. Jeżeli nie wpuszczono i teren był niezbadany, to do wylotów do Smoleńska nie powinno dojść... Rząd, który ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo na to jednak zezwolił, na przelot i lądowanie w Smoleńsku polskiego premiera i Prezydenta w miejscu, w którym diabli wiedzą co mogło być...
O bezpieczeństwo szefa rządu i Prezydenta w naszym kraju po prostu nie dbano... Dbać o to powinny polskie służby – podkreślam, nie zaś rosyjskie. Dlatego uważam, że wypadek smoleński obciąża całkowicie polski rząd i jego premiera D. Tuska i on powinien ponieść za to odpowiedzialność polityczną. 
Oczywiście, jest pogląd przeciwny, że żaden z Polaków winy za wypadek smoleński nie ponosi, że wina leży całkowicie po stronie rosyjskiej...
Jest to kompletna bzdura, a wynika ona z całkowitej nieznajomości zasad zapewniania bezpieczeństwa szefa rządu i głowy państwa przez służby w czasie wizyt zagranicznych. Zadanie zapewnienia bezpieczeństwa leży całkowicie po stronie służb kraju wysyłającego delegację.
Oczywiście lądowanie na lotnisku pasażerskim jest sytuacją nieco inną niż ta, która miała miejsce w Smoleńsku. Na czynnym lotnisku pasażerskim bezpieczeństwo jest zapewnione w znacznie wyższym stopniu, niż pośród podsmoleńskich krzaków....  
Lekkomyślność i niedbalstwo to główne przyczyny katastrofy smoleńskiej i leżą one wyłącznie po stronie polskiej. Rosjanie żadnej winy nie ponoszą...
Wiem, że to nie odpowiada wielu. Wielu chciało aby prawdziwa było stwierdzenie, że oni zawsze nas gnębili i gnębią i dziś. Kiedyś w Katyniu, dziś w podsmoleńskich krzakach dopuścili się do działań wrogich Narodowi Polskiemu. Pomiędzy tym wciska się też bzdurę, że Rosjanie (sowieccy) planowali zniszczyć Polskę wywołując III wojnę światową. To też bzdura, która może była prawdą na przełomie lat 60-tych i 70-tych, ale nie w latach 80-tych XXw. Co było kiedyś nie trwa do dziś. Co było kiedyś w Katyniu nie dzieje się dziś. Dziś, żadnemu z Rosjan nie zależy na gnębieniu Polaków... Tak jak kiedyś Sowietom. Bzdurą jest twierdzenie, że celem współczesnej Rosji jest gnębienie Polski, a katastrofa smoleńska jest tego najlepszym dowodem... To prymitywny pogląd, który należy zwalczać.
To przykre i trudne do zniesienia, ale to Polak Polakowi zgotował taki los...
Winnym katastrofy smoleńskiej jest rząd Tuska i on powinien z tej racji ponieść polityczną odpowiedzialność. 

Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka