Ostatni (chyba) tej jesieni wypad do lasu, jeszcze żółto-brunatno-zielonego przyniósł dwie niespodzianki: miłą i niezbyt przyjemną…
Wybrawszy się do lasu, po prostu na spacer, nie przypuszczałem, że będzie to jednocześnie grzybobranie. I to jakie… Kilka prawdziwków-olbrzymów to była naprawdę miła niespodzianka… Także dla miejscowych, którzy widząc moją zdobycz, następnego ranka ruszyli do lasu…
A teraz nieprzyjemna historia… Idącego leśną drogą przestraszyła mnie wataha wilczurów i sporych kundli, która z leśnych zarośli wybiegła na drogę… Ja na szczęście byłem dla nich obojętny, bo psy pognały w kierunku zabudowań, co mnie bardzo ucieszyło.
Ale później, krążąc po lesie natknąłem się na szczątki rozszarpanej dzikiej zwierzyny… To były resztki niewielkiej sarny, być może młodej, tegorocznej. Kręgosłup z żebrami i obgryzione kości kończyn to był niezbyt przyjemny widok. A sprawcami tego były z pewnością te psy, spuszczone z łańcuchów, które wcześniej spotkałem. Widok ten dedykuję tym wszystkim, którzy tak bardzo oponują przeciwko trzymaniu w warunkach wiejskich psów na łańcuchach i w przypływie „humanitaryzmu” dla nich tylko zrozumiałego radzą właścicielom psów, aby chodziły one luzem…
Niestety, psy takie, najczęściej niesione zewem natury gnają do lasu, stając się w nim szkodnikami… Ich ofiarą pada zwierzyna leśna…
Więc może jednak psy w warunkach wiejskich powinny być trzymane na łańcuchach.
Inne tematy w dziale Rozmaitości