A wczora z wieczora… spotkałem na Naruta sympatycznego Murzynka, skakał na przystanku pod wiata niczym napastnik Gabonu na polu karnym przed dośrodkowaniem z rogu... ubrany był w rapowe jeansy ledwo co trzymające się bioder i kurtkę ze skóry "ekologicznej" no głowie czapeczka - bejsbolówka, taką jaką ja wkładam jesienią jak idę do lasu... i na to kapturek od tej kurtki... Okazało się że to student z Angoli, studiujący na Uniwerku Ziaziądzianie... Wytłumaczyłem mu, że przy -10° to trzeba wkładać coś cieplejszego, np, kawałek skóry z antylopy, albo barana czy coś takiego, ewentualnie kurtkę na wacie, albo puchową... Wymieniliśmy się opiniami na temat występów Angoli w Nations Cup. On stwierdził, że nie mają dobrych piłkarzy, a w sporcie to najlepsze są u nich kobiety, np. basketbalistki, albo handbolistki. Aczkolwiek ćwierćfinał mają zapewniony. Wysiadł z autobusu na Grembachu i popędził do domu niczym skrzydłowy z Gwinei…
Takie mam relacje z Murzynami... Chyba dobre, co nie?
Inne tematy w dziale Rozmaitości