Jakelo Jakelo
289
BLOG

Portugalia nie Polska, Ronaldo nie Lewy… żeby nie mogli jechać

Jakelo Jakelo Rozmaitości Obserwuj notkę 1

 

Portugalia nie Polska, Ronaldo nie Lewy… żeby nie mogli jechać na Mundial…

 

Leciałem kiedyś samolotem z Londynu, w którym brytyjskie stewardesy pomyliły taśmę z nagranym powitaniem i instruktażem dla pasażerów i chociaż destynacją lotu była Warszawa, a na pokładzie samolotu nie było ani jednego Portugalczyka, to ten instruktaż z taśmy „poleciał” w języku portugalskim. To takie wyjaśnienie tytułem tytułu.  

Bohaterem wieczoru i wszystkich piłkarskich baraży był niewątpliwie Ronaldo… Ronaldo nie Lewy, a Lewy nie Ronaldo…

Jeżeli chodzi o futbol minionego wtorku to najbardziej interesował mnie wynik rywalizacji Ukrainy z Francją… Pokonania Francji życzyłem Ukrainie tak samo jak obronienia niepodległości i nieprzystępowania do zgermanizowanej Eurounii. 

Niestety, Ukraina odpadła. Oglądając pierwszy mecz, widziałem zamiast Ukrainy reprezentację Polski. Nie dlatego, że Ukraina nas „wysiudała”, ale dlatego, że stylem gry przypominała mi polską reprezentację z lat 70-tych. Mogli wygrać i trzy i cztery do zera ale niestety tylko 2:0. A w rewanżu nastąpił renesans francuskiej piłki. W futbolu tak czasami w dwumeczach bywa, że przypomnę dwa mecze Polski z Holandią w 1975r. Pierwszy wygrany w świetnym stylu, a w drugim porażka w stylu, że wstyd. W tej chwili nie mam pewności czy jedna z bramek dla Francuzów nie padła ze spalonego… ale to przecież nie ma najmniejszego znaczenia. Jakże to by było, gdyby Ribery, laureat UEFA nie wywalczył awansu do „Brésil”… Słuchając francuskiego radia, w końcówce meczu nieustannie padało w eter i moje uszy „trois-zeroo”,La victoire !!! La fête de football  française !!!  „Brésil”, Nous allons à Brésil”!!!

Później przestawiłem na radio angielskie, by wysłuchać komentarzu po meczu Anglia 0 - Niemcy 1, który brzmiał: „Co z tego, że awansowaliśmy, skoro tam i tak pokonają nas jacyś Niemcy”, tak że wyspiarzami miotają mieszane uczucia jak zawsze zresztą...

Czy pisać coś o polskim futbolu na miarę XXIw, czy też zadowolić się dawnych wspomnień czarem z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, kiedy to dwukrotnie byliśmy lepsi od Portugalczyków, raz w eliminacjach (1977r. – Terlecki po skrzydle szedł na przebój), drugi raz już w meksykańskim Mundialu w 1986r (Smolarek, pusta bramka, teraz, teraz, goooool… ). Coś napisać muszę, chociażby o konferansjerce telewizyjnej. Około 10 minuty, kiedy nasi zaczęli chaotycznie, bezładnie wykopywać piłkę z własnego pola karnego, jeden z komentatorów stwierdził, że grają bardzo dobrze i że tak właśnie trzeba… Ja uważam, że grali bardzo źle i tak grać nie należy… Inny moment. Rozpoczyna akcję Szczęsny wyrzutem piłki ręką, w miarę precyzyjnym. Piłkę opanowuje (o dziwo - zdołał) któryś z zawodników z pola, „podciąga ją” do linii środkowej i tam traci piłkę, okiwany przez Irisha, albo po prostu widząc przeciwnika kopie piłkę przed siebie… Tak grają „chłopcy-podwórkowcy” ale tak nie może grać reprezentacja Polski.

Zadaję sobie pytanie, czy reprezentacja Polski kiedykolwiek powróci do poziomu jaki prezentowała w latach 70-tych, w gierkowskiej Belle Epoque. Śmiem wątpić, a w stanie tym utrzymuje mnie informacja o jednym z zawodników młodzieżówki, która daje radę i wygrała z Grecją. Moje wątpliwości wynikają z tego, że jeden z zawodników, choć szczeniak jeszcze, grający już w klubie zachodnioeuropejskim w obecnym sezonie zaliczył tam 6 meczy w łącznym wymiarze 63 minut. A ja pytam, co to za zawodnik jest. Gdyby w jednym sezonie nie zagrał w 6 meczach przez 63 minuty łącznie, to by było coś, ale on grał w zaledwie w 6 meczach średnio po dziesięć i pół minuty w każdym… Gdyby ci nasi wielcy z lat 70-tych mieli tyle na swoich piłkarskich licznikach, to reprezentacja Polski nigdy nie grałaby na żadnym mundialu. 

Jakelo
O mnie Jakelo

Prawnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości