Rzeczpospolita tego nie opublikuje. Moja przygoda z "Rzp" zaczęła się prawie już tzy lata temu: http://prawo.rp.pl/artykul/921287.html. "Konwencja z innej planety". Dziś tam dla mnie nie ma miejsca.... Np. Taki artykuł tam już miejsca nie znalazł. Jest, wiecie, taka Konwencja. Diabła warta... Szerokim echem odbiła się w mediach wyartykułowana przez minister M. Fuszarę, zapowiedź objęcia penalizacją doprowadzenia partnerki seksualnej do obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej bez otrzymania wyraźnej zgody, co do możliwości dokonania takiej czynności. Nie ukrywam, że jako prawnik, a do tego ojciec dorastających córek, prima facie, nie bardzo wiedziałem o co chodzi. I kiedy tak zastanawiałem się, jakiś przyjazny mi, siedzący za uchem skrzacik odpowiedział mi, że skoro nie wiem o co chodzi, to prawdopodobnie chodzi o Konwencję... Opierajac się jedynie na doświadczeniu życiowym, tudzież pobranym wychowaniu seksualnym, opartym na nauczaniu Kościoła, trudno było mi zagadnienie to rozwikłać. Jakiś szatan musi być tu czynny - myślałem. Szatanem tym jest owa Konwencja, o której istnieniu przypomniał mi ów stworek... Stosunek seksualny to wzajemne oddanie się sobie partnerów, wcześniej połączonych uczuciem, a najcześciej także węzłem małżeńskim. Bardziej "po laicku" zagadnienie ujmując, chodzi o w pełni spontanicznie podejmowany ciąg czynności seksualnych, poczawszy od głębokich pocałunków, na stosunku waginalnym (lub innym, bardziej perwersyjnym) kończąc. Na ogół sprawy toczą sie tak, że ani na zapytanie o zgodę, ani też na wyrażanie zgody na rozpoczęcie tej "gry", ani też na przechodzenie do kolejnych etapów, czy też faz, ani nie ma czasu, ani też okoliczności na to nie pozwalają... Tym niemniej pani Minister życzy sobie i partnerom podejmującym współżycie seksualne, by obowiązek udzielania zgody został wprowadzony do obyczajów, na przede wszystkim do polskiego prawa i to karnego. Nieuzyskanie zgody partnerki seksualnej na obcowanie płciowe, a nawet na inne czynności seksualne ma powodować pociągnięcie sprawcy(!?) do odpowiedzialności karnej... Minister podkreśla, że nie chodzi tu o przypadki, posługiwania się przemocą, stosowania gróźb, czy też uciekania się do podstępu, by wykonać czynność seksualną, czyli o zgwałcenie, ale jedynie o brak zgody na jej wykonanie. Staram się puścić nieco wodze fantazji i wyobrazić sobie takie odbycie stosunku seksualnego bez udzielonej przez kobietę zgody... Mogą to być przypadki, kiedy owa kobieta zaplanowała sobie randkę "pocałunkową", natomiast okolicznosci sprawiły, że sprawy "poszły dalej" i randka nieoczekiwanie przekształciła się w randkę "z penetracją", na co pozwolilo jej "roznamietnienie i rozemocjonowanie". Po jej zakończeniu uczestniczka przypomniała sobie, o swoich planach, które zdecydowanie zostały przekroczone. Minister Fuszara chce, by z tego tytułu mogła ściągnąć na partnera postępowanie karne. Nie mogąc uwierzyć w to, w co ma zostać wzbogacoe polskie prawo karne, by nieco ochłonąć, wybrałem się na spacer do parku. Tu przypomniałem sobie stary kawał o randkującym "łamadze". Otóż siedzial on z wybranką na ławeczce... Wiadomo, sloneczko świeci, bez pachnie, ptaszki śpiewają, więc zadal partnece "zapytanie o zgodę". - Czy mogę panią pocałować? - Na co ona odsunęła się od niego nieco. Zarowno pytanie, jak i reakcja na nie powtórzyły się dwukrotnie, po czym ów randkujący nieudacznik usłyszał: - No, coś pan, sparaliżowany?!?! Całujżesz wreszcie... Albowiem, to że zgoda ma być wyrazana, to nic. Istotne jeszcze jest to, jak ona ma być wyrażana. Najczęściej jest ona dorozumiana, a nawet domniemana i wynika z samego faktu spotkania się partnerów heteroseksualnych w miłych okolicznościach przyrody. Ale żarty na bok, zwłaszcza te ze starych kabaretów... Tu nie igraszka, tu chodzi o wolność, ktorej ktoś z powodu jakiejś wariatki może zostać pozbawiony. Od jakiegoś czasu targa mną smutna refleksja: Europa, a może i cały świat idzie w kierunku Orwelowskiego "1984". Kto czytał, ten wie że bohater powieści miał za sobą nieudane małżeństwo z kobietą, której ciała mógł dotknać, po oficjalnym wyrażeniu przez nią zgody. W tym ich sztucznym "pożyciu" nie było ani kszty spontaniczności... Otóż, pani Minister Fuszara, w ślad za Konwencją chce, aby pożycie pomiedzy heteroseksualnymi partnerami upodobniło się do tego, na jakie skazany był bohater orwelowskiej powieści... Kto chce inaczej, ten ma wpaść w tarapaty. Prof. Kruszewski, przewodniczący komisji kodyfikacyjnej prawa karnego, póki co stwierdza, że nie dostrzega potrzeby stosownej nowelizacji kodeksu karnego. Otóż, obawiam się że wkrótce będzie musiał taką potrzebę dostrzec. Albowiem, niestety, ale jest taka Konwencja... Konwencja, którą niestety Polska ratyfikowała, a Prezydent podpisał. "Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej". Głupi ten akt prawny Prezydent RP, pomimo zaklinania przez wszystkich Rejtanów, podpisał. Głupota tego aktu tkwi w szczegółach. Jednym z nich jest art. 36, który zmusza państwa-strony do wprowadzenia penalizacji za doprowadzenie do stosunku seksualnego (waginalnego, analnego lub oralnego) bez uzyskanej od partnerki zgody... A zatem, Panie Profesorze niestety ale komisja, której Pan przewodniczy będzie musiała się tym zagadnieniem zająć. Zmusza was do tego Konwencja, którą niestety Prezydent Komorowski podpisał, choć złych aktów prawnych, bo z diabełkami tkwiącymi w szczegółach, podpisywać nie powinien.
Inne tematy w dziale Polityka