Z wielkim zainteresowaniem, co najmniej z dwóch powodów, oczekiwał będę orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego sprawie SK 47/13. W sprawie tej TK zajmie się zgodnością z Konstytucją RP przepisu art. 115 § 21 kk definiującego chuligański charakter przestępstwa. "Chuligaństwo" nie jedno ma imię. Mało kto wie, że 110 lat temu epitetem "chuligan" lewacy, głównie socjały z esdekspilu obdarzali aktywistów narodowego skrzydła klasy robotniczej, skupionych w Narodowym Związku Robotniczym, partii, której, gdybym wowczas żył, bylbym zwolennikiem a nawet działaczem. W ogóle "chuligani" to ulubieńcy lewicy. Namnożyło się ich w Rosji, kiedy to już stała się Krajem Rad. Sowieckie prawo karne z lat 20-tych był prekursorem pod wieloma niechlubnymi względami, ale także pod względem wprowadzenia "chuligaństwa" do kodeksu karnego. Było ono problemem społecznym, z ktorym sowiecki komunizm borykał się aż do jego bezapelacyjnego końca. W Polsce problem "chuliganerii" zadomowił się wraz z nastaniem ustroju sprawiedliwości społecznej, a samo "chuligaństwo" pośród paragrafów kodeksu karnego funkcjonuje od 1969r. Postrzegane jako "dziecko socjalizmu", wszystko jedno czy z ludzką, czy też bez ludzkiej twarzy, kiedy tylko było to możliwe, postarano się je unieszkodliwić. A "chulgaństwo" definiowano niemal identycznie jak de lege latae. "Charakter chuligański" miał występek polegający na zamachu na wolność, na godność osobistą /obecnie: cześć/ lub nietykalność cielesną, na bezpieczeństwo powszechne, na organ władzy lub instytucji państwowej lub społecznej /obecnie: działalność instytucji państwowych lub samorządu terytorialnego/, na porządek publiczny, albo na umyślnym niszczeniu, uszkodzeniu lub czynieniu niezdatną do użytku cudzej rzeczy, jeżeli sprawca działa publicznie i bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego. Nie tyle jednak rzecz w definiowaniu "chuliganki", a moim zdaniem zdefiniowano ją w miarę dobrze, co w jej "drakonskich" konsekwencjach dla wymiaru kary, które w kk z 1969r były podobne do tych, których musi spodziewać się sprawca występku o charakterze chuligańskim: dolne zagrożenie karą podniesione o 1/2. Zarówno wówczas, jak i obecnie wobec sprawcy takiego występku sąd nie stosuje warunkowego zawieszenia kary. Nie miały zastosowania dyrektywy zamiany kary pozbawienia wolności na ograniczenie wolności lub grzywnę, a także poprzestania na karze dodatkowej /środku karnym/. Dostrzegając "drakońskie" wady uregulowania "chuliganki" w kk z 1969r, kiedy tylko było to możliwe, tj w ramach reform pookrągłostołowych, przeforsowano odpowiednie zmiany w kk z 1969r. Nie derogując samej definicji "chuliganki", jako że ona sama w sobie nie jest zła, obcięto negatywne jej konsekwencje. Od 1990r byla ona jedynie okolicznością "negatywną", tj wpływajaca na zaostrzenie wymiaru. Pierwotna wersja obowiązujacego kk nie znała pojęcia "chuliganki" słusznie postrzegając, ze tak, czy inaczej zostanie wzięta pod uwagę jako okoliczność wpływająca negatywnie dla oskarżonego przy ocenie stopnia szkodliwości jego czynu. "Chuliganka" wróciła do polskiego kodeksu karnego na fali populistycznego "ziobrowania" prawa karnego. W tamtej, niesławnej pamięci epoce przywrócono zarówno jej definicję, jak i "drakońskie" konsekwencje wymiaru kary dla sprawcy występku o charakterze chuligańskim. Obecnie oczekujemy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w przedmiocie "chuliganki". Sprawa ta interesujue mnie z dwoch powodów. Po pierwsze, czy TK uzna, że zaskarżono właściwy przepis kk, tj samą tylko definicję "chuliganki", bo moim zdaniem, należało zaskarżyć przepisy obostrzajace wymiar kary dla "chuliganów". Jeżeli uzna, że tak, to czy w dobie podobno powracajacego "PiS-izmu", TK okaże się organem na tyle niezależnym i odpornym na wzbierajacą falę tegoż, że "chuliganka", podobnie jak 1/4 wieku temu zostanie z polskiego Kodeksu karnego usunięta.
Inne tematy w dziale Polityka