26
BLOG
Pecunia non olet
Moja sesja z serwisami informacyjnymi zaczyna się ok. 18:50. Oglądam po kolei Informacje, Fakty, Wiadomości. Czasem na dokładkę zerknę na Panoramę. Jednak głównym moim źródłem informacji pozostaje Internet. Po prostu jest on lepszy. Wieczorne wiadomości są nastawione na usatysfakcjonowanie jak największej liczby widzów. A „jak coś jest do wszystkiego to jest…”. W Internecie znam natomiast portale, które zamieszczają informacje mnie interesujące. Zamiast dawać się pochłonąć aferze „leków śmierci” czy zastanawiając się z reporterem jednej z prywatnych stacji kim jest ów tajemniczy agent w środowisku premiera wolę zając się innymi, często bardziej przyziemnymi i prozaicznymi sprawami. Umknął uwadze co większych mediów nowy projekt (propozycja) Krajowej Rady Tego i Owego (jak zwykło nazywać tą instytucję pewnych dwóch redaktorów). Otóż rozważają oni wyjście z inicjatywa aktu prawnego wprowadzającego obowiązek płacenia abonamentu telewizyjnego przez wszystkich posiadających w domu elektryczność. Przed tym podatkiem (bo jest to w istocie kolejna ukryta forma opodatkowania) uchronić mogłoby tylko zaliczanie się do grupy zwolnionej (emeryci) lub złożenie oświadczenia, że nie posiada się odbiornika RTV. Pomijając zupełnie sprawę, że to właśnie emeryci (z racji ilości czasu wolnego) najczęściej oglądają telewizję, a za nią nie płacą (kosztem innych oczywiście) to nakaz składania oświadczenia wydaje się co najmniej dyskusyjny. Zabieranie obywatelowi kolejnych godzin z życia i zmuszanie go do „ganiania po urzędach” jest kolejnym bezsensownym krokiem. Co więcej taki człowiek zobowiązany byłby do wpuszczenia do swojej „domowej twierdzy” kontrolerów którzy skrupulatnie przeszukali by jego mieszkanie w poszukiwaniu ukrytych odbiorników. Także radiowych, a małe radio zmieści się nawet w szafce czy, nie daj Boże, w szufladzie z bielizną. Ograniczenie wolności jest tu oczywiste i tych kwestii chyba nie trzeba nikomu przybliżać. Prawo do prywatności zostaje otwarte na pastwę łatwych do nadinterpretacji przepisów. Ciekawe jaką cześć wymuszonego abonamentu trzeba by było na opłacenie kolejnego przyrostu administracji w postaci kontrolerów. Można się zastanawiać więc czy to w KRTiO pracują tak nierozgarnięci ludzie czy naprawdę „nienasycona hydra” publicznej telewizji potrzebuje jeszcze więcej naszych pieniędzy? Przyznam się, że osobiście płacę abonament, ale dostaje białej gorączki kiedy pomyśle na co idą moje pieniądze. Pierwsze z brzegu – TVP Kultura (bo przecież „prawdziwa sztuka” się sama nie obroni), do której nie mam dostępu, a nawet gdybym miał to łożenie na „kółko wzajemnej adoracji” kliki artystów jest absurdalne. Gdybym natomiast oglądał tylko „Fakty” i „Wydarzenia” to i tak muszę sponsorować „misję” TVP. Jednym słowem paranoja zmierzająca konsekwentnie ku tragifarsie.


Komentarze
Pokaż komentarze