Wydaje się, że dziś tylko jedna informacja jest ważna i zaprząta umysły wszystkich. Artykuł w „Rzeczpospolitej” i zamieszczenie dokumentów o współpracy przez Gazetę Polską. Wyłania się z nich dość ciemny obraz. Szczególnie na tle ostatnich zachowań i wypowiedzi hierarchów Kościoła i części mediów…
Ale w prasie można znaleźć także dobre informacje. Jedna z nich dotarła do mnie wczoraj za pośrednictwem, już wspomnianej, „Rzeczpospolitej”. Wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska podała, że deficyt wydatków państwa był mniejszy od zakładanego o ponad 5 mld zł. W ubiegłym roku zamiast zakładanych 30,5 mld Państwo Polskie pożyczyło 25-26 mld zł.
Każdy szanujący się członek „gospodarstwa domowego” wie co prawda, że sytuacją normalną jest ta, w której wydaje mniej niż się zarabia. Politycy tego jednak nie wiedzą.
Zgodzę się, że jest to łyżka miodu w beczce dziegciu polskich finansów, ale z braku laku trzeba się cieszyć i z tego…
Napawa mnie obawą tylko jedna rzecz.
Wiem, że komunikacja między Ministerstwem Finansów, a Sejmem nie jest najlepsza (w przeciwnym razie posłowie mocniej stąpaliby po ziemi uchwalając budżet), ale boję się, że ta informacja jakoś do nich dotrze. Od razu pojawią się pomysły wydania tych „zarobionych” pieniędzy na szczytne cele. Pomysłów komu „dogodzić” będzie, za pewne, bez liku. Zasiłki, pomoc najbiedniejszym rodzinom, senioralne, dożywianie dzieci w szkołach i wiele innych. Wszystko to już przerabialiśmy, a słynna sprawa „wydania” pieniędzy z rezerwy rewaluacyjnej, postulowana przez jedną z partii obecnej koalicji, jest dobrze zapamiętaną egzemplifikacją.
Jedyne co w tej sytuacji pozostaje nam zrobić to zaapelować do pani wiceminister, żeby, dla dobra państwa i nas wszystkich, nie rozgłaszała tego faktu zbyt ochoczo…


Komentarze
Pokaż komentarze (2)