Jakub P. Cygan Jakub P. Cygan
44
BLOG

Marcinkiewicz prezesem - dygresja o "konkursach" w IV RP

Jakub P. Cygan Jakub P. Cygan Polityka Obserwuj notkę 2

Wczorajszy Dziennik podaje jakoby decyzja o wyborze Kazimierza Marcinkiewicza na stanowisko prezesa PKO BP już zapadła. Zasłaniając się tajemnicą spółki członkowie Rady nie wypowiadają się oficjalnie na ten temat.

To, że Kaziu chciał się sprawdzić w biznesie (jak onegdaj pewien działacz PSL), a „doktryna TKM” implementowana jest już od początku rządów obecnej ekipy zauważyli już chyba wszyscy. Zauważyli, a nawet zdążyli się przyzwyczaić (choć nie SA to sprawy nad którymi powinno się przechodzić do porządku dziennego).

Jeśli informacje Dziennika się potwierdzą to będziemy mieli, moim skromnym zdaniem, do czynienia z precedensem, z przekroczeniem kolejnej granicy w odchodzeniu od dawno zdewaluowanych deklaracji o budowie „uczciwej Polski”. Co innego znaczy powołanie na stanowisko mianowane osoby z klucza politycznego lub o „kwestionowanych kwalifikacjach”, a co innego przeprowadzać ustawiony „konkurs”.

Mianowanie Elżbiety Kruk na stanowisko przewodniczącej KRRiTV było tylko nieuczciwością względem wcześniejszych zapewnień przedwyborczych. Politycy PiS deklarowani, że Radę należy odpolitycznić i nie zamierzają powołać na to stanowiska nikogo z posłów (no i kruczek - wybrali posłankę). Świadczyło to tylko o odejściu od deklarowanych przez nich niewiele wcześniej wartości, ale posiadając w Sejmie większość takie prawo mieli.

Podobnie sprawa się miała z innym ważnym wyborem – prezesa NBP. To, że na spotkaniach z Komisją kandydat niewiele mówił (za niego przedstawiali sytuację posłowie PiS), a jak już musiał odpowiadać na pytania to nie za bardzo wiedział o czym mówi, świadczy tylko o kolejnym odejściu od budowy „uczciwego państwa” i obsadzaniu kluczowych stanowisk swoimi ludźmi. Mimo, że to tego typu „kompetentnych” osób najlepiej pasuje określenie BMW to parlament prawo zatwierdzić Skrzypka miał.

Tym razem sytuacja jest inna. Mamy oto konkurs w giełdowej spółce, który ma wyłonić najlepszego kandydata z licznej grupy chętnych (dodajmy w większości o większych kompetencjach i doświadczeniu niż były premier). „Konkurs” (w zaistniałej sytuacji będę używać cudzysłowu) ma swoje procedury i zasady, a i cel jest jasny. Teraz dowiadujemy się, że konkurs był ustawiony, bo i tak miał wybrać z góry wskazany polityczny kandydat.

Dlaczego uważam to za tak ważny precedens? Otóż jak wspomniałem konkurs jest procedurą, która ma wyłonić najlepszego kandydata i tak jak wskazywałem przy w/w sytuacjach Sejm miał prawo wybrać nawet największe beztalencie tak teraz takiego prawa nie ma. Mamy do czynienia z „zasłoną dymną”, a by „zgodnie z prawem, ale wbrew prawu” kontynuować desant na państwo.

Takie działania, szczególnie na tak wysokim szczeblu, dają zielone światło dla podobnych działań „na dole”. Do tej pory wiele stanowisk wymagających konkursów obsadzanych było osobami „pełniącymi obowiązki”, teraz możemy mieć ciche przyzwolenie na usunięcie literek „p.o” przed tytułami, oczywiście w drodze „konkursów”.

System konkursów, choć nie twierdzę, iżby był cudownym lekarstwem, stworzony został aby odpolitycznić państwo. Kolejne ekipy starały się od tej koncepcji uciec (jak choćby próby ograniczenia Służby Cywilnej). Wiele osób wiązało nadzieje z obecnymi rządem, ten jednak konsekwentnie przekracza kolejne granice dając wykładnie moralności i uczciwości. A ryba psuje się od głowy…

Studiuję. O ile czas, a przede wszystkim chęci mi pozwalają to piszę. "Ciężko się żyje o suchym chlebie, za to nikt grobów nam nie rozgrzebie..." "Lecz większość śpi nadal, przez sen się uśmiecha, a kto się zbudził nie wierzy w przebudzenie..."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka