Rzucił 'Jankesowi' pożegnalne "F***” i zamilkł, i zniknął, i przepadł z kretesem...
Nie było po nim widu, ani słychu, pozostał tylko mit i rozgrzane emocje...
Minęło parę miesięcy, a on - jak 'jack in the box' – znowu pojawił się na salonie.
Nie tym z wirtualnymi numerkami, ale na tym prawdziwym - z kandelabrami…
Sam ‘bardzo wybitny’ Prezydent przypiął mu order za zasługi - chyba ważne.
Kto by pomyślał? Może, stąd już tylko krok do elity z pod “Białego Orła”…



Komentarze
Pokaż komentarze (83)