Blog
Z prawej strony
Jan Żaryn
Jan Żaryn Historyk, dr hab., prof. UKSW i były doradca Prezesa IPN
99 obserwujących 24 notki 121009 odsłon
Jan Żaryn, 6 grudnia 2009 r.

Ksiądz Marceli Nowakowski (1882 – 1940)

892 2 0 A A A

 Jedna z najważniejszych parafii warszawskich, Najświętszego Zbawiciela, obchodzi w tych dniach 100-lecie obecności w murach świątyni kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Cudownie ocalona z pożogi wojennej, do dziś wspiera parafian. Przy tej okazji, ks. Prałat Bronisław Piasecki, proboszcz parafii i były sekretarz Prymasa Tysiąclecia, Stefana Kardynała Wyszyńskiego zaprosił naukowców, by przypomnieli dzieje świątyni. Wraz z innymi miałem możliwość przypomnienia wspaniałej postaci poprzednika ks. Piaseckiego, ks. Prałata Marcelego Nowakowskiego, dr teologii, posła na Sejm Ustawodawczy (1919) oraz sejm I (1922) i II kadencji (1928), z ramienia obozu narodowego (ZLN i SN). Bardzo aktywnie działał szczególnie w komisji wojskowej, m.in. żądając gwarancji dla żołnierzy, by mogli składać ślubowanie w obecności duchownego swego wyznania. Jeszcze wówczas nie znano pojęcia – ekumenizm, a już byli kapłani, wychowujący w tym duchu ówczesne elity władzy. Proboszczem parafii Najświętszego Zbawiciela był w latach 1926 – 1940. Ksiądz Marceli w czasie I wojny światowej energicznie wspierał mieszkańców stolicy, był też kapelanem wojskowym , a w styczniu 1919 r. należał do wąskiego grona założycieli Polskiego Czerwonego Krzyża. Należał do wspaniałych kaznodziejów. Msze św. odprawiane przez niego w niedzielę o 12.45 były tak oblegane, że wydawano przy wejściu do świątyni specjalne bilety, a Aleksander Zelwerowicz swoich studentów szkoły aktorskiej w stolicy wysyłał na te nabożeństwa, by uczyli się krasomówstwa, retoryki i gestykulacji, a przede wszystkim posługiwania się pięknym słowem. Jako społecznik, stworzył podstawy dla działalności kilkunastu co najmniej stowarzyszeń i bractw religijnych działających przy parafii, kupując w 1930 r. budynek po Banku Ziemiańskim i przeznaczając jego wnętrze na Dom Katolicki. Dziś w tym domu mieści się Teatr Współczesny przy ul. Mokotowskiej. Wtedy, działała tam sprawnie Akcja Katolicka, Katolicie Stowarzyszenie Młodzieży, Krucjata Eucharystyczna i wiele innych stowarzyszeń i grup modlitewnych. Jako zwolennik obozu narodowego, o orientacji antyniemieckiej, znalazł się na liście proskrypcyjnej przygotowanej przez hitlerowców przed zajęciem stolicy Polski. Po raz pierwszy został aresztowany już 4 października 1939 r., zwolniony, nie wyjechał z Warszawy - nie chciał opuszczać swoich parafian. Powtórnie aresztowany już 9 tego samego miesiąca. Bezpośrednim powodem zatrzymania było oskarżenie go o udzielenie pomocy Helenie Sikorskiej, żonie generała, przy jej nielegalnym wydostaniu się z okupowanego Kraju. Drugim powodem była patriotyczna manifestacja, do której doszło w jego świątyni. Oto bowiem, dzień przed aresztowaniem młody korporant „Welecji” rozrzucił w kościele ulotki z wezwaniem, by pieśnią „Boże coś Polskę” wymodlić u Stwórcy szybką porażkę III Rzeszy. Ks. Nowakowski był przetrzymywany w wiezieniu przy ul. Daniłowiczowskiej; z relacji Macieja Rataja wiemy, że kapłan warszawski był jego spowiednikiem, i że wspierał także innych współwięźniów; na żądanie Niemców, by na piśmie zagwarantował, że w świątyni nie dopuści do podobnych „ekscesów”, do tego z udziałem „Weletów”, odpowiedział, iż jest proboszczem a nie żandarmem kościoła. Zginął, zamordowany 18 lutego 1940 r. przez Niemców w ogrodach Sejmowych, tam gdzie tyle razy spacerował wraz ze swoimi kolegami – parlamentarzystami. Na cmentarzu powązkowskim ma jedynie grób symboliczny, nie znamy miejsca spoczynku jego doczesnych szczątków. Wiemy natomiast, że do dziś nie ma w stolicy ulicy – jego imienia. Aż się prosi, by w pobliżu kościoła i placu Najświętszego Zbawiciela znaleźć godne miejscy by uhonorować tego prawego człowieka, który zginął jako męczennik Kościoła. W pobliżu kościoła jest taka ulica: Armii Ludowej. A zatem, radni miasta Warszawy – do dzieła.

W PRL- nigdy i nikt nie znalazł czasu, by ciepło o nim pisać i mówić; jedynie w filmie Jerzego Kawalerowicza o śmierci Prezydenta Gabriela Narutowicza, reżyser raczył uczynić go współwinnym tej śmierci. Wbrew prawdzie i wbrew dobrym standardom.

Opublikowano: 06.12.2009 21:05.
Autor: Jan Żaryn
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Członek Komitetu dla Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów. Historyk, specjalizuje się w dziejach Kościoła katolickiego w Polsce, w historii: emigracji po II wojnie światowej, obozu narodowego i w relacjach polsko-żydowskich. Autor wielu książek, artykułów naukowych i popularnonaukowych; publicysta. Filister „Arkonii”; działacz społeczny. Żonaty, ojciec trójki dzieci, dziadek trójki wnucząt.

Facebook Instytutu Pamięci Narodowej

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Drogi Panie Igorze Bardzo proszę o umieszczenie mojej notki na nieco bardziej honorowym...
  • @Almanzor Przeczytałem uważnie wszystkie wpisy; dziekuje przede wszystkim za nowe informacje,...
  • @Julian Arden Dziękuję za burzliwą dyskusję; za dużo wątków, by na wszystkie głosy...

Tematy w dziale Kultura