Oglądam drugi raz rozmowę, posła Kalisza z senatorem Romaszewskim i zastanawiam się czego redaktor Morozowski oczekiwał. Obaj Panowie mocno przekonani do swoich racji rozmawiali na dwóch różnych poziomach. Żaden z nich nie był w stanie przyjąć argumentów interlokutora. Nawet nie dla tego, że nie chciał. Obaj Panowie jak na polską politykę prezentują Wersal. Problem w tym, że nie mgli się dogadać, bo mówili w tej sytuacji innymi językami.
Poseł Kalisz w Krzyżu pod Pałacem Prezydenckim dostrzegał tylko symbol religijny, a senator Romaszewski oznakę żałoby i pamięci o zmarłych "bliźnich" - żeby odwołac sie do nazwy inicjatorów postawienia krzyża. W sporze tym bliżej mi do Senatora. Racje pana Kalisza są logiczne tylko po przyjęciu postawy ateistycznej, co gdyby poseł SLD był konsekwentny musiałoby doprowadzić do konkluzji (od czego dyskusja sprawnie uciekła), że wszelkie tablice upamiętniające tragedie, a zawierająe symbole religijne powinny zniknąc z otoczenia urzędów państwowych. A to przecież absurd. (zwłaszcza w Warszawie, gdzie tablice informujące o miejscach związanych z martyrologią są w kształcie krzyża, a przecież (zgodnie z logiką posła Kalisza) nie wszystkie ofiary były chrześcijanami.
Innymi wątkami tej rozmowy nie chcę się zajmować, bo niestety poruszane tematy sprowadziły tych, skądinąd kulturalnych ludzi na poziom gruntu. Tylko redaktor tego nie dostrzegał.
A co do meritum. Uważam, że harcerze ten Krzyż postawili po to żeby "wołał" o upamietnienie ofiar. I jak wynika z oswiadczenia uwazają że jast tam nadal potrzebny.
http://www.polsceibliznim.pl/index.php?dzial=komunikaty
Dlatego nie wiem dlaczego miałby sprzed Pałacu zniknąć. Poseł Kalisz nie zdołał mnie przekonać


Komentarze
Pokaż komentarze (3)