Pisanie tej notki zacząłem już jakiś czas temu, ale postanowiłem dać sobie na wstrzymanie. Z dystansu kilku dni pewne argumenty tracą na znaczeniu, a pewne zyskują.
Uważam, że dobrze stało się, iż Prezydent zawetował tzw. „ustawę 10%”. I nie dlatego, że jak mi się wydaje jestem młody, zdaje się że nieźle wykształcony i z całą pewnością z dużego miasta. Do tego kożucha jest jednak kwiatek nie jestem entuzjastą polityki na obecnego Prezydenta, ale jak wcześniej wspomniałem w tej sprawie akurat ma rację. Dlaczego?
Po pierwsze zanim wywali się na bruk kilkadziesiąt tysięcy ludzi na bruk, trzeba sprawdzić czy nie łamie się aby konstytucji. Kolejny argument będzie z innej półki: uważam, że zwolnienia te przyniosą więcej szkody niż pożytku. Sprawy w urzędach będą się jeszcze bardziej ślimaczyć. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego jak są obciążeni pracą „zwykli urzędnicy”, nazwałbym ich urzędnikami „pierwszego kontaktu”. Zwolnienia – jestem głęboko przekonany – nie obejmą wyższej kadry urzędniczej. To właśnie dyrektorzy i naczelnicy będą typować osoby przeznaczone do zwolnienia. A pracownikom zostaną odebrane podstawowe prawa ochronne. Nie wiem jak będą interpretowane przepisy, ale z mojej wiedzy wynika, że będzie można zwolnić pracownicę, która korzysta z urlopu wychowawczego.
Pozostawiam na boku kryteria jakimi będą się kierować szefowie urzędów, bo w zasadzie są dwa: „młodość” – pracownicy na umowach czasowych oraz „wygodność”. Trzeci czyli „kompetencja” będzie „rarogiem” i obejmie śladową część zwalnianych.
Kolejny argument, to znowu bonus dla tych, którzy mieli głęboko w … apele ministerstwa finansów i zatrudniali nowych pracowników. Jedni i drudzy będą musieli zwolnić 10%.
Zwolnienie części pracowników „pierwszego kontaktu” (bez matematycznych wygibasów można przyjąć, że będzie to więcej niż 10%), spowoduje jak już wspomniałem spowolnienie załatwiania spraw. Już dziś miesięczny termin ostatecznego załatwienia sprawy jest fikcją, opieszałość urzędników nie wynika jednak tylko z ich złej woli, albo chęci wzięcia łapówki (ci, którzy będą zwalniani nawet nie mają możliwości wzięcia w „łapę”, bo decyzje podejmują ci którzy będą zwalniać). Problem leży w radosnej twórczości przy ulicy Wiejskiej.
Ilość produkowanych aktów prawnych sprawia, że każda decyzja, która odbiega od przetartego schematu wymaga „dupochronu” w postaci notatek, opinii, ekspertyz itd., itp., bo zawsze jakaś kontrola, audyt lub NIK, mogą się do czegoś przyczepić.
Przykład autentyk: Ostatnio zachowałem się jak klasyczny kretyn. Mianowicie otrzymałem urzędowe pismo z wysokością opłat i numerem konta na które muszę uiścić opłatę. W radosnym nastroju zabrałem pismo na pocztę by tam wypełnić druczek i zapłacić. Niestety Poczta Polska uszczęśliwiła moją dzielnicę remontem placówki. Trochę się śpieszyłem, więc wróciłem do domu, a rzeczone pismo włożyłem do kieszeni spodni. Jakież było moje zdziwienie gdy po wrzuceniu spodni do pralki i wciśnięciu przycisku start, przejścia całego procesu prania i wirowania okazało się, że z pisma pozostała, jakby to Białoszewski napisał: „szara, naga masa” papierowa. Niestety znacznie to utrudniło proces opłacenia podatku. Zadzwoniłem do urzędu, a tam miła pani powiedziała, że nie ma sprawy, i że kopia pisma zostanie do mnie przesłana na adres znany urzędowi. To zakończyło moją gehennę.
Ktoś zapyta „no i w czym problem?” A ja chętnie odpowiem: zgodnie z polskim prawem urzędniczka naruszyła przepisy i przekroczyła swoje uprawnienia. (Za co jestem niezmiernie wdzięczny) Powinienem mianowicie zostać poinformowany, że moja prośba winna być skierowana do urzędu na piśmie lub pocztą elektroniczną z podaniem adresu zwrotnego i wyraźnym określeniem przedmiotu sprawy. A urząd po zarejestrowaniu kolejnego pisma w sprawie odpowie na nie. Oczywiście wolę prostszy sposób załatwienia sprawy, ale widzę i zagrożenie, co by się stało gdyby urząd nie odpowiedział mi przed upłynięciem terminu. Już widzę tłumaczenie, że przecież zadzwoniłem itd., itp., a urzędnik nie przysłał…
I tu leży wyżeł pogrzebany. Urzędników nie zatrudniano przecież, żeby wszyscy politycy mogli znaleźć zajęcie dla krewnych i powinowatych, oczywiście tak też było, ale przede wszystkim ilość wymaganych dokumentów w załatwieniu, często prostych spraw, a także przymus ich weryfikacji w każdej sytuacji, wymuszały zwiększanie zatrudnienia. Jak rozumiem, rząd i sejm nie zamierzają poprawić jakości stanowionego prawa, a tylko zmniejszyć ilość tych, którzy sprawę przeprowadzą, przygotują odpowiedź, którą potem podpisze kierownik/naczelnik/dyrektor/minister (niepotrzebne-/go/ skreślić). Dlatego uważam, że Prezydent dobrze zrobił chociażby opóźniając wejście ustawy w życie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)